Kroniki Amberu, czyli o prawdopodobnie najgorszym imieniu dla głównego bohatera

Kroniki Amberu zaczęłam czytać w drodze do domu rodzinnego, między mężczyzną z ogromną torbą na kolanach a dzieciakiem w wieku 11 lat w bluzie z napisem „Żołnierze wyklęci”. Doborowe towarzystwo.

Z początku zaczęłam się przy lekturze krzywić. Miała być fantastyka, a tu jakiś szpital, czasy współczesne, główny bohater ma amnezję i zdumiewające właściwości dochodzenia do siebie w krótkim czasie. Przewracam oczami. Ale czytam dalej. I nagle mam gdzieś faceta z wielką torbą obok i marudzącego nacjonalistę-dzieciaka.

Głównym protagonistą tej opowieści jest Corwin (z oczywistych względów rozumiecie jak go sobie wyobrażam). Gdy odzyskuje przytomność zaczyna rozumieć, że został wplątany w jakąś intrygę, a jedyną osobą, która mogłaby mu wytłumaczyć, co tak naprawdę się dzieje jest jest go siostra – Evelyn. Opłaciła ona nie tylko jego pobyt w szpitalu, ale i także nieudolne próby lekarzy do utrzymania go w stanie ciągłej nieświadomości.

Gdy Corwin ucieka ze szpitala i trafia do domu siostry postanawia przed nią ukrywać swoją amnezję i sprytnymi, enigmatycznymi wypowiedziami powoli wyciąga z niej część informacji. Znajduje również w jej rezydencji talię taroka, której Atuty (czyli karty główne) przedstawiane są przez bardzo liczne rodzeństwo Corwina. Dzięki temu wraca mu nieco pamięci i uświadamia sobie, że znajduje się w świecie Cieni, a jego prawdziwym domem jest Amber – kraina, która jako jedyna nie jest odbiciem żadnego ze światów. Nasz protagonista przed swoim wypadkiem rościł sobie prawo do tronu ojczystego kraju, a jego najpotężniejszym przeciwnikiem był jego starszy brat – Eryk.

Corwin postanawia za wszelką cenę dostać się do Amberu, odzyskać pamięć i zasiąść na tronie. Niestety, większość z jego rodzeństwa ma na temat jego planu zupełnie odmienne zdanie, zwłaszcza że Oberon – prawowity władca Amberu i ojciec całego rodzeństwa – zniknął, nie wskazawszy wcześniej swojego następcy.

Kroniki Amberu niesamowicie mnie pochłonęły. Zelazny ma ciekawy sposób pisania – miejscami prosty i niezwykle bezpośredni, miejscami bardzo zawoalowany i niemal metafizyczny, a jednak ta mieszanka jest dobrze wyważona i sprawia, że naprawdę niełatwo się oderwać od lektury. Zdecydowanie jest to fantastyka z wyższej półki.

Reklamy