Antonina, czyli dlaczego było u nas tak cicho.

 Długo była cisza, prawda? W wielkim skrócie, dlaczego:

Polska to specyficzny kraj. Kraj, w którym każdy z nas przynajmniej 10 razy w życiu został wychujany. Mój poprzedni pracodawca próbował mnie wychujać po tym, jak podpisałam z nim umowę o pracę, bo generowałam za duże koszty – na szczęście udało mi się znaleźć inną, lepszą pracę. Czasu na pisanie brakowało przez wdrażanie się w nowe środowisko i stres z tym związany.

Ale w czasie, gdy poprzedni pracodawca robił mi dziwne akcje, właścicielce – wybaczcie to nieco rasistowskie wyrażenie – zakręciły się pejsy, gdy zdała sobie sprawę, ile może zarobić na ŚDM wynajmując mieszkanie. Dostałyśmy ultimatum – albo wypieprzamy z mieszkania na 3 tygodnie ze wszystkimi naszymi rzeczami, albo wymawia nam mieszkanie. Zdziwiła się, że wybieramy wariant wyprowadzki – jak to? Nie dostaniecie 3 tygodni urlopu w pracy? Nie lepiej wam coś wynająć na 3 tygodnie a potem wrócić? No przecież za te 3 tygodnie nie będziecie musiały nic płacić… Wyprowadziłyśmy się do kawalerki w środku tygodnia.

Nie miałyśmy internetu, bo wychujała nas pani, z którą umawiałam dostarczanie tejże usługi. Przez jej błąd technik odwołał zakładanie sieci na 15 minut przed przyjściem. Co więcej – musiałyśmy czekać kolejne dni, aż ktoś się zjawi, bo nie było wolnych terminów. W końcu się udało.

Dowiedziałam się od koleżanki z pracy, że biedny mały kot biega po jej miejscowości z odciętym ogonem (żywe mięso na wierzchu) i wielką gulą na brzuchu (przepukliną, jak się później okazało) i żebrze pod restauracją, bo jacyś skurwiali ludzie prawdopodobnie wyrzucili ją z samochodu, żeby nie musieć płacić za jej operację. Po wielkich akcjach kot dotarł do nas, został zoperowany i aktualnie śpi smacznie w fotelu. Ogonek ma teraz wielkości kciuka, przez co wygląda jak doberman.

Mam nadzieję, że wszystkie przeszkody zdołałyśmy pokonać i teraz spokojnie powrócimy do pisania 🙂 Trzymajcie za nas kciuki, żebyśmy spotykały lepszych ludzi, niż dotychczas.

Reklamy

Podsumowania nie muszą być sentymentalne.

Oto kończy się przedziwny rok 2013 i kończy się także szósty miesiąc, odkąd powstał ten blog a moim, nazwijmy to, przywilejem jest jakoś zebrać to wszystko w całość, jakoś określić to, co działo się nie tylko tutaj, ale i w świecie książek. Oto kluczowe punkty, które jakoś na mnie wpłynęły podczas tego roku i które są także rodzajem postanowień:

1. Zamknięto Empik na krakowskim Rynku, więc w Matrasie zrobiła się czytelnicza rzeźnia.

2. Nagroda im. Wisławy Szymborskiej została przyznana osobom, które niezbyt dobrze radzą sobie z językiem i poezją.

3. Morfina Twardocha nie dostała Nagrody Nike, co uważam za sukces.

4.  Zaczęłam studia podyplomowe, po skończeniu których będę miała uprawnienia, żeby uczyć obcokrajowców naszego pięknego języka ojczystego.

5. Prośba promotorki o przyniesienie ulubionej książki na seminarium wprawiła mnie w konsternację, bo nie mogłam się zdecydować (i dalej nie potrafię).

6. Kot bez głowy jest po lekturze Człowieka ilustrowanego, więc polecam się do niej uśmiechać, żeby podzieliła się swoimi wrażeniami z lektury.

7. Redaktor naczelna portalu Efantastyka.pl nieźle przyjęła moją recenzję, więc jestem bardzo zadowolona.

8. Planuję zdyscyplinowanie się, żeby zamieszczać częściej recenzje i zrobić to samo z Kotem bez głowy.

9. Obiecuję się nie zniechęcać do książek tak, jak robiłam to niedawno.

10. Zorganizuję zakłady bukmacherskie z motywem przewodnim „Która sieć księgarni upadnie najszybciej albo zostanie wykupiona przez większą”.

Kot bez głowy, czyli o nowej sile napędowej tego bloga.

W związku z nadchodzącym czasem wytężonej pracy na Uniwersytecie Pogardy postanowiłam połączyć siły z najważniejszym bibliofilem mojego życia. Dlatego też od dzisiaj ten blog staje się tworem wspólnym, więc z przyjemnością przedstawiam Wam panią Kot bez głowy, która to będzie publikować swoje książkowe przemyślenia, zaopiekuje się oprawą graficzną, a także będzie czuwać nad tym, żeby przytemperować mój głos krytyczny na temat jakiegoś dzieła literackiego własnym głosem.

Niedługo aktualizacja strony „O mnie”, gdzie będziecie mieli okazję dowiedzieć się nieco o nowej współautorce tego bloga.

Pozdrawiam, eM eR.