Portret Doriana Graya, czyli o oglądaniu archetypu cienia

Któż nie zna tak chętnie cytowanego dandysa Oscara Wilde’a? Niestety, w większości przypadków, gdy mówi się o nim, równie szybko, jak tytuł jego najpopularniejszego dzieła, w ustach rozmówców pojawia się to – świadczące o wrażliwości, inteligencji i otwartości – słowo-klucz „pedał”, podziwiane przez wielu do tego stopnia, że powtarzane niczym mantra nie tylko pod adresem tych, o odmiennych preferencjach seksualnych, ale i poetów, pisarzy czy mężczyzn, którym jakoś używanie określeń „dupa” czy „świnia” wobec kobiet mimo wszystko przeszkadza.

Wielka szkoda, że na wielu twórców zaczyna się spoglądać zupełnie inaczej, gdy na jaw wychodzi, kogo zabierali do łóżka (działa to jednak tylko w przypadku, kiedy „nieszczęście” chciało, że kreator jest tej samej płci, co jego obiekt westchnień). No ale cóż, z tym nieszczęsnym „pedałem” na razie się nic nie da zrobić, bo jaki mamy kraj – każdy po tym słowie widzi. Do książki zatem, moi mili, do książki!

Dorian Gray to dziewiętnastoletni i niezwykle urodziwy chłopak. Jego niewinność nie umyka uwadze malarza Basila Hallwarda, dla którego szybko staje się inspiracją. Mężczyzna postanawia uwiecznić piękno chłopca na portrecie naturalnej wielkości. Przyjaciel malarza – lord Henry Wotton – zaintrygowany niezwykłą urodą młodzieńca pragnie go poznać. Arystokrata przy poznaniu uświadamia Dorianowi, że ten posiada młodość i piękno, czyli atrybuty, dzięki którym jest w stanie osiągnąć wszystko. Gray zauroczony taką filozofią wygłasza życzenie, żeby wszystkie grzechy i przeżyte dni odbiły się na portrecie, ale nie na nim samym. Gdy faktycznie zaczyna się tak dziać – młodzieniec zaczyna używać sobie do woli, wiedząc, że wszelki ślad jego postępków zamknięty będzie w obrazie.

Mogłabym oczywiście w tym miejscu zacząć roztrząsać, jak brak widocznych na pierwszy rzut oka konsekwencji robi z ludzi bydlęta, ale chciałabym się skupić bardziej na postaci Henry’ego. Można rzec, że Dorian to żywa realizacja jego filozofii. I choć wielu z Was powie, że owszem, jeśli nawet go podpuszczał, to przecież Gray nie musiał Wottona słuchać – w końcu miał własny rozum. Pewnie. Ależ o ile łatwiej jest głosić hedonistyczne frazesy, niż faktycznie się do nich stosować? Dorian padł ofiarą swojej naiwności – w końcu miał tylko 19 lat, gdy Henry zaczął mu kłaść do głowy swoją wizję świata. Lord Wotton to świetnie wykreowany tchórz, który pod płaszczykiem cynizmu i lapidarnych sformułowań, z przerażeniem „spogląda” na dzieło, które stworzył swoją filozofią – z niewinnego i pięknego młodzieńca zrobił okrutnego potwora.

Reklamy