Edycja II: 12-dniowy plan prostych ćwiczeń literackich. Dzień trzeci

Dzień trzeci: opisz przestrzeń na podstawie najpiękniejszego miejsca, jakie widziałaś.

Kanapa jest miękka, upstrzona kwiatowym wzorem i przesiąknięta zapachem papierosów. Czekam, aż znikniesz, a razem z tobą wszystkie krzesła, brzdęk odbijających się od siebie kufli, przyciszony śmiech… Na języku wciąż czuję smak grzanego wina z pomarańczą. Nie umiem sobie przypomnieć czy butelki oblepiała gruba warstwa wosku, czy może nigdy ich tam nie było. Nie pamiętam koloru ścian, choć lubię myśleć, że były odrapane i nieco pożółkłe od dymu. Nie wiem czy stolik przy każdym ruchu się chybotał. Nie mam pewności czy w kominku cicho trzaskał ogień. Nie sposób powiedzieć, jaki był dzień tygodnia. Czy sięgając po papierosy do torebki wyczułam dotyk papieru?  Ktoś przez chwilę stał za oknem, za moimi plecami i mówił coś niezrozumiale; nie sądzę, że do mnie. Możliwe, że pachniało wtedy listopadem, bo wszystko to miało coś wspólnego z cmentarzem.

Reklamy

12-dniowy plan prostych ćwiczeń literackich: dzień trzeci

Dzień trzeci: opisz przestrzeń na podstawie najpiękniejszego miejsca, jakie widziałaś.

 Wszyscy jeszcze śpią. Staram się lekko zeskoczyć z piętrowego łóżka, jednak gdy moje stopy tylko dotykają podłogi karcę się uciszającym sykiem. Ktoś się przekręca, ktoś inny nakrywa kołdrą twarz. Na palcach wymykam się z pokoju, który nawet teraz – mimo prania i wyszorowanej skóry – pachnie końską sierścią.

Wrześniowe powietrze, szczególnie o świcie, potrafi zaskoczyć swoją ostrością. Ten pierwszy głębszy oddech niemal boli, gdy wchodzę między drzewa. Ciężki zapach igliwia i mokrej ziemi wygodnie sadowi mi się na karku. Kątem oka widzę sarnę, która zbyt mocno ufa swojemu węchowi. Uśmiecham się pod nosem, gdy zaskoczone zwierzę zrywa się do biegu.

Wreszcie mogę zanurzyć się w grubym mchu ciszy. Schować się w nim przed własnym głosem, którego jad ścieka mi wprost do ucha środkowego, nie pozwalając zapomnieć o słabości paraliżującej serce. Nie ma jej tu – tymi słowami rozpoczynam baśń o uldze. Siedzę na trawie i plecami opieram się o pień drzewa. Wreszcie czuję się tak, jakby ten las na powrót wtłacza mi do serca życie, jakby ratował przed pogrzebaniem we własnym umyśle. Znowu jestem, a jej tu nie ma.

Wybaczcie mi tę przerwę, ale jak pisałam na fejsbuku – szkolenie w poniedziałek i we wtorek pochłonęło sporo mojej uwagi. Trzymajcie proszę za mnie kciuki, bo gdy się Wy zagłębiacie w trzeci dzień wyzwania, ja właśnie się pilnie uczę 🙂