Rzecz o kryminałach, czyli poszukiwania książki doskonałej.

Kryminały to dość specyficzny gatunek książek, który definiuję jednym słowem – jednorazowość, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z kryminałem, z którego czerpałabym radość podczas ponownej lektury. Z tego też względu nie kupuję pozycji z tego gatunku. Posiadam dwie, z czego jedną dostałam od portalu Biblionetka.pl za niezbyt pochlebną recenzję książki Szczepańskiego. I to by było tyle, jeśli chodzi o mój szalony, kryminalny dobytek.

Mam jeszcze jedną cechę, która dyskwalifikuje mnie jako porządnego czytelnika literatury detektywistycznej – fatalnie obstawiam morderców. Chyba nigdy nie udało mi się zgadnąć, kto zabija/kradnie/gwałci/wsuwa liściki pod drzwi i przyznaję, że to dla mnie niezwykle frustrujące. Mimo tych wątpliwych czytelniczych predyspozycji, literatura kryminalna czytana jest przeze mnie w podobnych ilościach, co fantastyka. Czyli znacznych.

Niestety, nikt mnie nie przekona, że poza bibliotekami ktokolwiek powinien literaturę kryminalną kupować, no chyba, że znajdzie mi tak genialną książkę, że odszczekam to, co teraz napisałam. Czytałam Agathę Christie, Conan Doyle’a, Mankella, Larsona, jedną książkę Wrońskiego (i na tym pozostanie) i zaczynam przygodę z Krajewskim, ale na razie żadna z przeczytanych przeze mnie lektur nie wywalczyła sobie prawa do znalezienia się na mojej półce obok innych zakupionych książek. Czekam zatem na wasze propozycje. I obiecuję odszczekać swoją tezę o jednorazowości i kupowaniu kryminałów, jeśli tylko dacie mi dzieło literatury kryminalnej, które powali mnie na kolana i sprawi, że  z radości eksploduje mi mózg.

eM eR.

Reklamy