Czas pogardy, czyli powroty po latach #4

Kolejna odsłona krótkich przemyśleń na temat książki, do której wróciłam po latach:

  1. Zacznijmy od tego, że nie pamiętałam praktycznie niczego, poza nieszczęsnym punktem drugim, z tej książki. Po prostu amnezja totalna – czułam się, jakbym pierwszy raz w życiu słyszała ten fragment historii.
  2. Naprawdę nie wiem, jakbym się zachowała, gdyby reakcją kobiety, z którą spędziłam w łóżku upojną noc, były słowa: „o jejku, jejku, jej”. Jeśli Sapkowski wziął to hasło z autopsji to… Nie, nieistotne. Naprawdę. Ale taka mała prośba do pań: nie mówcie czegoś takiego. Po prostu… Nie mówcie.
  3. Jaskier to dupa wołowa i najgorszy przyjaciel świata. Geralt, nie lituj się, szkoda Twoich i naszych nerwów na tego pajaca (teza ta znajdzie potwierdzenie również w grze Wiedźmin 3: Dziki Gon).
  4. Protip: jeśli słyszysz jakieś hałasy wskazujące na bijatykę – zignoruj je. Ta wskazówka pomoże ci uniknąć poważnego uszczerbku na zdrowiu lub nawet przeżyć, zwłaszcza jeśli mieszkasz w Krakowie 😉
  5. Kiedy Yennefer mówi, że absolutnie nie wolno ci czerpać energii magicznej z ognia to pamiętaj, że ta zasada obowiązuje cię bezwzględnie. Nawet, jeśli okoliczności są hardkorowe i z tego powodu umrzeć jednorożec.
  6. Jeżeli ktoś ma świńskie oczka – nie ufaj mu. I przygotuj się na ewentualność połamania takiej osobie nogi.

Dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli – Tomasz Karolak miał niezwykle ambitny plan, żeby sztukę o wiedźminie zagrać w teatrze i wcielić się samemu w rolę Geralta. Trudno mnie przerazić, ale ta informacja zmroziła mi krew w żyłach, zwłaszcza, że to było grubo przed 1 kwietnia.

Reklamy

Krew elfów, czyli powroty po latach #1

Każdy szanujący się wielbiciel i czciciel fantastyki polskiego pochodzenia przeczytał, czyta lub w najbliższym czasie będzie czytał sagę o wiedźminie autorstwa Sapkowskiego. To nasza polsko-fantastyczna biblia, duma, którą wymachiwaliśmy ostatnio dużo częściej przy okazji premiery – skądinąd genialnej – trzeciej części gry komputerowej Wiedźmin: Dziki Gon. Ja również zanurzyłam się w rozgrywce na długie godziny i wciąż dawkuję sobie tę historię, ponieważ doskonale wiem, jak będę potem zazdrościła każdemu, kto do tej gry będzie sięgał po raz pierwszy. Przy tej okazji uświadomiłam sobie, jak niewiele pamiętam z książek – poza wrażeniem, jakie na mnie wywarły. A ponieważ króluje doba audiobooków i tzw. superprodukcji, grzechem byłoby tego nie wykorzystać.

Dzielnie zatem brnąc w śniegu, ściskając papierosa w przemarzniętej dłoni i unikając ludzi jak ognia wsłuchiwałam się na nowo w opowieść, która teraz stawała się dla mnie dużo jaśniejsza i równie interesująca, gdy do niej sięgałam po raz pierwszy.

Kilka spostrzeżeń po wysłuchaniu:

  1. Everett to zdecydowanie jedno z najbardziej wkurwiających dzieci w historii literatury (poza Orszulką Kochanowską). Powtarzanie w kółko, że mój tatuś ma większy miecz, szybciej biega, ma większe wąsy obudziło moją pedofobię (fobię, nie filię, podkreślam) na nowo, bowiem takich dzieci jest na pęczki w autobusach, restauracjach i innych miejscach publicznych; są to tak zwane ofiary bezstresowego wychowania (nie, nie są rezolutne, jak próbują utrzymywać ich rodzice, tylko durne). Wiesz, co Everett? Po pierwsze to: wal się na ryj, po drugie: twój ojciec może i jest lepszy od innych w wielu dziedzinach, ale mój przynajmniej umiał wychować swoje dziecko.
  2. Droga Triss, jeśli Yennefer jest twoją przyjaciółką to boję się myśleć, jak postępujesz ze swoimi wrogami.
  3. Przyswojenie wszystkich zależności politycznych objawiło się u mnie tępawym wyrazem twarzy i całkowitym brakiem czujności, przez co dwukrotnie zostałam zaskoczona od tyłu w drodze do pracy (nie bijcie mnie więcej po plecach, błagam, nawet jeśli to wyraz sympatii).
  4. Drogi Geralcie, ze wszystkich określeń, jakich można użyć wobec ukochanej kobiety, słowo „przyjaciółka” jest chyba najbardziej niefortunnym (poza wulgaryzmami, rzecz jasna).
  5. Jeśli komukolwiek wydaje się, że jedynym słusznym wyjściem z trudnej sytuacji politycznej jest zabicie dziecka to taka osoba nie powinna zarządzać nawet jadłodajnią, a co dopiero państwem.

Kolejne, równie błyskotliwe spostrzeżenia pojawią się po Czasie Pogardy.