Kroniki Jakuba Wędrowycza, czyli powroty po latach #2

Ci co śledzą mnie na Goodreads.com wiedzą, że przez ostatnie kilka dni w podróży do pracy towarzyszył mi nie kto inny, jak Jakub Wędrowycz. Minęło już trochę czasu, kiedy ostatni raz czytałam Kroniki… i pamiętam, że świetnie się bawiłam podczas swojej pierwszej lektury. Poniżej, jak w przypadku Krwi elfów zamieszczam kilka przemyśleń, które powstały podczas i niedługo po ponownej lekturze zbioru opowiadań Pilipiuka.

  1. Strzelają do ciebie? Tylko spokojnie, wyciągnij rewolwer i napij się bimbru. Zawsze może być gorzej, ot.
  2. Poważnie zastanawiam się po lekturze Kronik… nad prośbą, żeby pochowano mnie z osinowym kołkiem w piersi, odciętą głową i twarzą do dołu. Tak na wszelki wypadek, jakbym się zapomniała i zachciało mi się wstawać 😉
  3. Marzę, żeby mieć takich przyjaciół jak Jakub. Odbicie z komisariatu? Żaden problem. Pożyczenie sztucznych zębów i okularów? Bez wahania. Wspólne otwarcie hotelu i robienie idiotów z gości (w tym byłego SS-mana i dresów)? Jasna sprawa. Bimber i wódeczka przy każdej możliwej okazji? Nie trzeba powtarzać dwa razy. Spokój, kiedy po własnym pogrzebie pojawiasz się w knajpie? Załatwione. Czy można sobie wyobrazić lepszą emeryturę, niż w towarzystwie takich ziomów? Nie wydaje mi się.
  4. Choć jadłospis Jakuba może należeć do niecodziennych i niezbyt atrakcyjnych zarazem, to jednak nie można odmówić mu inwencji w tym zakresie. Linka hamulcowa i jakiekolwiek zwierzę są w stanie nakłonić egzorcystę do wymyślania naprawdę niezwykłych przepisów… I, o ile pamięć mnie nie myli, samuraj też na tę wyobraźnię całkiem nieźle działa.
  5. Chciałabym kiedyś być tak pewna swojego, jak Wędrowycz swojego fachu. Na tyle, żeby opowiadać o tym w telewizji bez żenady mimo że wszyscy mają mnie za wariatkę. No bo cóż… Facet w gumofilcach, egzorcysta-amator, opowiada jak powinno się oczyszczać cmentarze z komunistów. Czy może być coś bardziej abstrakcyjnego?

(Po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że umiejętności Jakuba mogłyby być przydatne w związku z moim nowo powstałym problemem. Rankiem obudziło mnie wyjątkowo głośne gruchanie, ale nie wywabiło mnie to wystarczająco szybko z łóżka. Gdy wyszłam zapalić na rzeczony balkon, moim oczom ukazał się przedziwny widok. Otóż najwyraźniej gołębie postanowiły odprawić jakiś mistyczny rytuał, o czym świadczą odciski ich małych stópek, ułożone w krąg. Wojna zaczęła się na całego koło południa, gdy jeden z nich stał na czujce i obserwował mnie, siedzącą przy biurku, a drugi próbował dziobem zapalić pozostałości podgrzewacza. Mimo moich usilnych próśb i gróźb przestępcy co rusz powracali na miejsce, żeby kontynuować przywołanie Gołębiego Szatana, Pana Srania i Gruchania. Chwilowo mamy zawieszenie broni, bo gołąb-kapłan dwa razy uderzył sobą w szybę na mój widok, wpadając do doniczki z ziołami. Czyli wychodzi na to, że linka hamulcowa obciążona ciężarkami może się jednak przydać…).

Reklamy
Comments
2 komentarze to “Kroniki Jakuba Wędrowycza, czyli powroty po latach #2”
  1. Lolanta pisze:

    E tam książka. Zabiłaś mnie końcowym opisem przywołania Pana Srania i Gruchania 😀 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: