Przygody Alicji w Krainie Czarów, czyli o książce zupełnie nie dla dzieci

Zanim zaczniemy, dwie kwestie techniczne:

  1. Tłumaczenie tytułu: na dobrą sprawę, to w tytule powinna być „Kraina Dziwów”, a nie „Kraina Czarów”, ponieważ magia w książce nie występuje.
  2. Tim Burton, z całym szacunkiem dla jego dorobku i niewątpliwego talentu, spieprzył ten film koncertowo, mieszając treść obu książek (i na dodatek zapowiada się, że będzie druga część…).

Lektura Przygód… zmieniła moje patrzenie na literaturę. Ba, można powiedzieć, że właśnie ta książka skłoniła mnie do podjęcia studiów polonistycznych. Nic mnie tak nie motywowało, jak możliwość zrozumienia, co tak naprawdę kryje się pod powierzchnią moich ukochanych książek. Zapaleńcy podobni do mnie pewnie już wiedzą, jak niewiele udało mi się z Alicji odszyfrować i zrozumieć, a to z kilku powodów: kompletnie nie znam Kabały, języka francuskiego i jestem okropnie słaba z matematyki. Co więcej – osoba wychowywana w angielskiej kulturze zawsze będzie miała nade mną tę przewagę, że dużo łatwiej dostrzeże nawiązania do folkloru, innych powieści, niż ja – Polka, która ma głowę wypełnioną zupełnie innymi opowieściami, symbolami i rozumiejąca świat całkowicie inaczej.

Istnieje też małe prawdopodobieństwo, że utwór ten wydałby mi się dużo bardziej zrozumiały, gdybym była pod wpływem a) grzybów halucynogennych lub b) opium. Oczywiście, nikogo do tego nie namawiam i to nie tylko z powodów oczywistego łamania prawa i niszczenia własnego zdrowia, ale również dlatego, że – i tutaj cytuję moją promotorkę, której opinię uważam za całkiem ciekawą – narkotyki wszelkiej maści są w stanie (w niektórych przypadkach) otworzyć drogę do tych zakamarków umysłu, do których na co dzień dostępu nie mamy. Są to takie obszary naszej natury, których nigdy nie powinno się poznawać do końca. Każdy z nas nosi w sobie to kłębowisko węży i zobaczenie go, w całej okazałości, może nas nieodwracalnie zmienić.

Zawsze porusza mnie, jak wiele nawiązań w kulturze popularnej powstało do Alicji. Na Boga, można znaleźć nawet pornomusical. Pornomusical! Nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle istnieje! A mimo tego wszystkiego dalej utrzymujemy, że to książka dla dzieci. Owszem, wiele dzieci na pewno świetnie się bawiło podczas disneyowskiej adaptacji, ale szczerze wątpię, że podczas lektury będzie czerpało z tego taką samą rozrywkę jak dorosły.

Myślę, że Przygody Alicji w Krainie Czarów to utwór, który powinno się czytać raz na jakiś czas i obserwować (a już w ogóle najlepiej zapisywać), co nowego odkryło się w tej książce. Bo nie chce mi się wierzyć, że ten utwór nie starzeje się wraz z nami, nie odkrywa sam przed sobą nowych prawd, nie uczy nowych rzeczy… No, dalej. Spróbujcie. Co widzicie?

Reklamy
Comments
One Response to “Przygody Alicji w Krainie Czarów, czyli o książce zupełnie nie dla dzieci”
  1. pocichutku pisze:

    .. niekiedy siebie – to chyba najbardziej przerażające odkrycie ..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: