Co mi jeszcze w głowie zostało, część czwarta

Argrax chyłkiem opuścił zakrystię, jednak nie napotkał wzrokiem ani jednego wiernego, który mógłby podnieść alarm na jego widok. Wiedział, że jeśli nawet ktoś zawiadomił straże, te nie odważą się podnieść ręki na Szperacza, jednak wolał zachować resztki ostrożności. Poświęcił duchownemu znacznie więcej czasu, niż planował i był na siebie wściekły, że o ile z łatwością potrafił zmusić się do przemocy fizycznie, o tyle nie umiał w żaden sposób nawet musnąć jego myśli swoją mocą. Ta słabość mogła go kosztować znacznie więcej, niż kilkanaście chwil.

Parafialne księgi Van Moderstrom ukrywał w swojej biblioteczce, w rezydencji poza miastem, w której starał się bywać jak najrzadziej. Mówiło się, że kilkakrotnie z tego domu widziano wybiegające nagie dzieci, jednak nikt nie był na tyle głupi, żeby oskarżyć bezpośrednio o to duchownego. Nikt nie potrafił mścić się tak dotkliwie jak proboszcz.

Szperacz mimo zmęczenia postanowił pojechać do rezydencji od razu – Van Moderstrom może dochodzić do siebie jeszcze kilka dni, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wysłał posłańca, żeby wszystko spalił. Och, księgi go raczej nie obchodziły dopóki ich treść nie mogła stanowić przedmiotu szantażu. Bał się raczej, że ktoś znajdzie dowody na jego bestialskie zachcianki. Argraxa niespecjalnie to interesowało, ale jeśli przez przypadek by na coś trafił, zapewne nie mógłby się oprzeć, żeby tej wiedzy nie wykorzystać. Nic tak go nie bawiło, jak tresowany ksiądz.

Posiadłość Van Moderstroma położona była 15 stai od miasta, więc Szperacza czekała dość męcząca podróż w siodle. Musiał powrócić do gildii i przekazać swoim przełożonym informacje o postępach w zleceniu. Postanowił z nimi na razie nie rozmawiać, a skreślić jedynie pobieżny raport na papierze i zostawić pod opieką współlokatora z celi. Nie mógł pozwolić sobie na więcej opóźnień, zwłaszcza tych spowodowanych troską o jego stan psychiczny, który umożliwił mu przemoc fizyczną.

Wśliznął się do celi przez uchylone okno, szybko napisał raport i zbywając gestem pytające spojrzenie Jaspera, równie cicho opuścił gildię. Pewnym krokiem wszedł do stajni, przekroczył pogrążonego w śnie chłopca „pilnującego” koni i lekko wskoczył na grzbiet swojego wałacha, którego kazał przygotować do podróży jeszcze przed wizytą u Velteca. Przeczucie? Nie. Zawodowy pragmatyzm.

Niecałe 3 staje za miastem głowa Szperacza wolno opadła mu na pierś, a jej właściciel pogrążył się w nerwowym śnie. Do tej pory kurczowo ściskana przez niego uzda zaczęła się delikatnie wysuwać z pomiędzy palców, więc gdy poczuł ruch powietrza a potem uderzenie, które zachwiało jego równowagą, zwalił się z konia, nie mogąc zareagować w żaden sposób. Te kilka sekund, jakich potrzebował do rozeznania się w sytuacji, mogłyby go ocalić, jednak nim zdążył przeturlać się do pobliskich krzaków, poczuł jak podkuty blachą but uderza w jego odsłonięty brzuch.

Przeklęty klecha, przeszło mu przez myśl, gdy skulił się na gościńcu pokrytym kurzem. Uniósł wzrok, jednak nie potrafił w mroku rozpoznać twarzy napastnika, choć obiecał sobie, że jeśli tylko przeżyje – wbije sobie jego obliczę w pamięć i nie spocznie, dopóki nie powiesi go za bebechy na drzewie, gdy ten wciąż będzie żył.

– Podobno szukasz Księgi – usłyszał rzeczowy ton mężczyzny. – I robisz to wyjątkowo metodycznie, co łatwo było stwierdzić po stanie, w jakim znaleźliśmy Van Moderstroma…

– To tylko książka, którą zgubił przodek moje klienta – syknął przez zęby Argrax, starając się podnieść z ziemi. Udało mu się jedynie zmusić ciało do pozostania na czworakach. – Nie wiedział, gdzie jej szukać, więc zwrócił się do mnie.

– Ach, więc ślepiec prowadzi ślepca… – rzekł po chwili zmienionym głosem i pomógł Szperaczowi wstać. – Pozwól, że wyjaśnię ci, dlaczego lepiej zostawić to wszystko w spokoju, przyjacielu.

– Nie jesteśmy…

– Po mojej opowieści możesz bardzo szybko zmienić zdanie na ten temat – zaśmiał się krótko i wskazał w oddali ognisko, którego blask słabo tlił się pomiędzy liśćmi. – Jak twój żołądek? Chyba nie uderzyłem na tyle mocno, żebyś czegoś nie przełknął, co?

Mężczyzna tylko skrzywił się w odpowiedzi i ruszył bez przekonania za nowym towarzyszem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: