Co mi jeszcze w głowie zostało, część druga

Veltec chciał się zerwać na równe nogi i dopaść krótkiego sztyleciku, który wbity był w biurko, jednak silne ręce przygwoździły go do fotela.

– Siedź – warknął Szperacz. – Czegoś ode mnie chcesz, czyż nie? Inaczej byś mnie nie wzywał… Dlaczego więc, kiedy zachodzę do ciebie nie witasz mnie, a próbujesz jedynie zdradziecko zadźgać we własnym domu? Nie wiem, mój panie, gdzie uczą takiej gościny, ale niech wszelkie bóstwa mnie przed nią chronią.

Uścisk jego rąk zelżał. Powoli obszedł fotel i usiadł po drugiej stronie biurka z wyczekującą miną.

– Proszę o wybaczenie – wysapał Veltec, czując jak lodowate krople potu spływają mu po gorących plecach. Wstał z miejsca i podszedł do kredensu, z którego wyciągnął dwa kielichy i karafkę wina. – Napije się pan ze mną, panie…

– Szperacze nie mają imion, ale żeby zadośćuczynić waszym prymitywnym formom kurtuazji proszę mnie nazywać Argraxem – powiedział znużonym tonem. – Odpowiadając na pańską sugestię… Z przyjemnością skosztuję.

Gdy wino zostało rozlane, a Veltec ponownie zajął swoje miejsce, wznieśli kielichy.

– Za pańskie nowe imię, panie Argrax – wypowiedział szlachcic.

– Za twoją nową prawdę, Veltecu Rolfe – syknął, z jadowitym uśmiechem, patrząc jak tamtemu kielich wypada z rąk. Szperacz rozparł się wygodnie na krześle, powoli sondując umysł mężczyzny. Nie chciało mu się bawić w wysłuchiwanie czego chce, dlaczego i ile jest gotów zapłacić. Przerzucał jego myśli jak sterty papierów, nie przejmując się bólem, który malował się na obliczu jego klienta. Oczywiście, mógł postępować delikatniej, ale nie miał na to ani czasu, ani ochoty. Umysł ludzki był tak skonstruowany, że nawet po takim spustoszeniu był w stanie dość szybko powrócić do siebie – w końcu nie usuwał mu żadnych wspomnień, a jedynie segregował je w tylko sobie znany sposób. Po kwadransie wiedział już wszystko i gwałtownie wycofał się z myśli Velteca. Głowa mężczyzny uderzyła z hukiem o biurko, jakby pchnięta od tyłu. Argrax parsknął cicho i pochylił się nad Rolfem. Szlachcic wymruczał przekleństwo i zaczął cicho szlochać.

– Już, już – powiedział, klepiąc go z politowaniem po plecach. – Napij się wina, Rolfe i idź spać. Wkrótce zapomnisz o bólu.

Nie zapomni. Nie spotkał dotąd człowieka, który byłby w stanie aż tak ochronić samego siebie i całkowicie odciąć się od tego wspomnienia. Nie potrafił jednak zrozumieć dlaczego ludzie zostali tak zaprojektowani – wszyscy Szperacze posiedli zdolność wyparcia czegokolwiek, co przeszkadzało im w pracy i codziennym funkcjonowaniu. Nie bali się, że złe słowo ich zrani i pozostawi ślad; ból fizyczny, którego sami sobie nie zadali, stanowił dla większości z nich całkowitą abstrakcję. W końcu któż przy zdrowych zmysłach podniósłby rękę na istotę zdolną grzebać w umyśle w tak dotkliwy sposób?

Argrax opuścił kamienicę Velteca głównymi drzwiami, odprowadzany zdziwionymi i jednocześnie przerażonymi spojrzeniami służby. Miał znaleźć informacje o pradziadzie Rolfego – tajemniczego Charasira. Był wdzięczny, że jego klient najpierw sam zajął się rozpoznaniem i postarał się zbadać wszystkie osiągalne dla niego informacje o przodku. Zaoszczędził mu tygodnie poszukiwań i powoli zaczynał żałować, że postąpił z nim aż tak brutalnie. Potrząsnął głową, odpędzając tę zbyt ludzką myśl, wszedł w ciemny zaułek i skrótem dostał się do miejsca, z którego można było najszybciej złapać powóz.

Wsiadł do pierwszego, którego właściciel akurat nie zdążył odwrócić wzroku. Nie cierpiał kościołów ani duchownych, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że bez wyciągnięcia od Van Moderstroma, gdzie znajdują się prawdziwe dane parafian, jego śledztwo mogłoby stanąć w martwym punkcie na bardzo długo.

Cała sprawa zaczynała go powoli bawić. Nie mógł uwierzyć, że Veltecowi, który do najbiedniejszych, ale i do najbogatszych nie należał, zależało tylko i wyłącznie na księdze krewnego. Owszem, jeśli wraz z jej znalezieniem wiązało się też odkrycie jakichś zaskórniaków ukrytych przez przodka, nie wzgardziłby nimi, ale ich brak niczego nie zmieniał. Liczyła się księga, której tytułu nie pamiętał lub nigdy nie poznał. Nie pamiętał również, czego dotyczyła jej treść, ale jej wspomnienie było w jego myślach na tyle żywe, że gdy grzebał w jego myślach niemal czuł pod opuszkami palców skórę, w którą była oprawiona. Szybko złożył dłonie w pięści i utonął w ciepłym mroku powozu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: