Krew elfów, czyli powroty po latach #1

Każdy szanujący się wielbiciel i czciciel fantastyki polskiego pochodzenia przeczytał, czyta lub w najbliższym czasie będzie czytał sagę o wiedźminie autorstwa Sapkowskiego. To nasza polsko-fantastyczna biblia, duma, którą wymachiwaliśmy ostatnio dużo częściej przy okazji premiery – skądinąd genialnej – trzeciej części gry komputerowej Wiedźmin: Dziki Gon. Ja również zanurzyłam się w rozgrywce na długie godziny i wciąż dawkuję sobie tę historię, ponieważ doskonale wiem, jak będę potem zazdrościła każdemu, kto do tej gry będzie sięgał po raz pierwszy. Przy tej okazji uświadomiłam sobie, jak niewiele pamiętam z książek – poza wrażeniem, jakie na mnie wywarły. A ponieważ króluje doba audiobooków i tzw. superprodukcji, grzechem byłoby tego nie wykorzystać.

Dzielnie zatem brnąc w śniegu, ściskając papierosa w przemarzniętej dłoni i unikając ludzi jak ognia wsłuchiwałam się na nowo w opowieść, która teraz stawała się dla mnie dużo jaśniejsza i równie interesująca, gdy do niej sięgałam po raz pierwszy.

Kilka spostrzeżeń po wysłuchaniu:

  1. Everett to zdecydowanie jedno z najbardziej wkurwiających dzieci w historii literatury (poza Orszulką Kochanowską). Powtarzanie w kółko, że mój tatuś ma większy miecz, szybciej biega, ma większe wąsy obudziło moją pedofobię (fobię, nie filię, podkreślam) na nowo, bowiem takich dzieci jest na pęczki w autobusach, restauracjach i innych miejscach publicznych; są to tak zwane ofiary bezstresowego wychowania (nie, nie są rezolutne, jak próbują utrzymywać ich rodzice, tylko durne). Wiesz, co Everett? Po pierwsze to: wal się na ryj, po drugie: twój ojciec może i jest lepszy od innych w wielu dziedzinach, ale mój przynajmniej umiał wychować swoje dziecko.
  2. Droga Triss, jeśli Yennefer jest twoją przyjaciółką to boję się myśleć, jak postępujesz ze swoimi wrogami.
  3. Przyswojenie wszystkich zależności politycznych objawiło się u mnie tępawym wyrazem twarzy i całkowitym brakiem czujności, przez co dwukrotnie zostałam zaskoczona od tyłu w drodze do pracy (nie bijcie mnie więcej po plecach, błagam, nawet jeśli to wyraz sympatii).
  4. Drogi Geralcie, ze wszystkich określeń, jakich można użyć wobec ukochanej kobiety, słowo „przyjaciółka” jest chyba najbardziej niefortunnym (poza wulgaryzmami, rzecz jasna).
  5. Jeśli komukolwiek wydaje się, że jedynym słusznym wyjściem z trudnej sytuacji politycznej jest zabicie dziecka to taka osoba nie powinna zarządzać nawet jadłodajnią, a co dopiero państwem.

Kolejne, równie błyskotliwe spostrzeżenia pojawią się po Czasie Pogardy.

Reklamy
Comments
2 komentarze to “Krew elfów, czyli powroty po latach #1”
  1. Lolanta pisze:

    Mocno zastanawiam się nad tą „superprodukcją”, bo w podobnym stylu wysłuchuję właśnie „Korony śniegu i krwi” Cherezińskiej i bardzo mi to pasuje. Słucha się naprawdę bosko. Właśnie zrzucam kolejne kawałki na ipoda, bo skończyłam „Złego” (zwykły audiobook, czytany przez A. Ferency) i w sumie to nie mogę się doczekać wyjścia z domu jutro, żeby sobie posłuchać 😉 😀

    • eM eR pisze:

      Polecam – jeden z lepiej zrobionych audiobooków, jakich słuchałam. No, może poza „Grą o tron”. Chociaż Ferency ma taki głos, że żaden inny aktor nie byłby mi potrzebny do szczęścia 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: