Co mi jeszcze w głowie zostało, część pierwsza

Nadszedł nowy rok, więc postanowiłam, że warto by go rozpocząć od podjęcia wyzwań literackich. Jak możecie się spodziewać – nie będą to regularne występy moich wątpliwych umiejętności literackich, ale mówią, że trening czyni mistrza, więc do dzieła!

Tym razem jednak nie będę starała się spełniać wyzwań znalezionych w internecie, ale po prostu zmobilizuję swój rozum, do tworzenia nowych historii i już teraz pragnę wszystkich przeprosić, którzy wpadną w zasadzkę mojej grafomanii. Całuję.

Zmarł w 1459.
Veltec zacisnął dłonie w pięści, widząc te słowa pod nazwiskiem swojego pradziada. Liczył, że w parafialnych kronikach znajdzie obszerniejszą wzmiankę, niż tylko datę jego śmierci, zwłaszcza, że tyle sam dobrze wiedział. Żeby uzyskać dostęp do kroniki musiał znacznie odciążyć swoją sakiewkę, a teraz miał niezbity dowód na to, że równie dobrze mógł ją cisnąć do rzeki.
Uniósł głowę i z irytacją spojrzał w oczy proboszczowi. Ksiądz z trudem skrywał satysfakcję, co nie zdziwiło Velteca. Starzec był wścibski, więc zapewne świetnie orientował się w zawartości parafialnych kronik. Oszukał go, a nawet nie zadrgała mu powieka, gdy odbierał od niego mieszek i z udawaną pokorą dziękował za tak hojną darowiznę na rzecz kościoła.
– Prawdziwy sługa boży – warknął do siebie i wstał z miejsca.
– Słucham? – Proboszcz przechylił głowę w jego stronę. Szlachcic doskonale wiedział, że Van Moderstrom tylko udaje głuchego, więc zbył jego pytanie krzywym uśmiechem.
– Niestety, ojcze. Wzmianka na temat mojego pradziada jest równie lakoniczna, co moja wiedza na jego temat – powiedział cicho, nie dając po sobie poznać, jak bardzo cała sytuacja go zirytowała.

Chwilę później opuścił parafię, wciąż czując na karku spojrzenie proboszcza. Pieprzony staruch, myślał, z głuchym łoskotem zatrzaskując drzwiczki od powozu. Od miesięcy szukał wzmianki na temat swojego przodka w najdziwniejszych miejscach, a kroniki parafialne były jego ostatnią nadzieją… Nie, nie ostatnią. Wciąż z tyłu głowy kołatały mu się słowa jego drogiego przyjaciela, które wyszeptał mu do ucha tuż przed swoim wyjazdem: Jeśli niczego nie znajdziesz, zwróć się do Szperacza. Pamiętał, że wzdrygnął się wtedy na sam dźwięk tych słów.

Ludzie bali się Szperaczy nie bez powodu – prosząc ich o odszukanie czegokolwiek dawali im tym samym zgodę na grzebanie we własnych umysłach. Veltec nigdy nie doświadczył tego na własnej skórze, ale słyszał pogłoski, że niejeden zaprawiony w boju mężczyzna, który rany zadane mieczem kwitował szorstkim śmiechem, podczas badania przeprowadzanego przez Szperacza darł się wniebogłosy i płakał jak dziecko. Nie mógł się nadziwić swojemu przyjacielowi, że ten tak lekkim tonem polecił mu skorzystać z usług tych demonów.

Powóz zatrzymał się pod jego kamienicą, do której przeniósł się całkiem niedawno wraz z kilkoma wiernymi sługami. Chciał być z dala od dworu, a poszukiwania informacji o tajemnicznym przodku i jego legendarnym majątku stanowiły doskonały pretekst, żeby uciec od życia w otoczeniu rozwrzeszczanej gromadki dzieci, nad którą ani jego małżonka, ani zatrudnione guwernantki nie potrafiły zapanować. Wysiadł z powozu i niedbałym gestem przywołał do siebie jednego ze sług.

– Dobrze mi służysz, Zartrosie – powiedział do niego cicho, gdy ten zbliżył się. – Wielokrotnie dowiodłeś, że można ci zaufać nawet w…

– W delikatnych sprawach – podpowiedział z uśmiechem.

– Właśnie, dlatego mam do ciebie prośbę.

Wyłożył całą sprawę w kilku zdaniach i tak jak się spodziewał, słudze nie zadrgała nawet powieka. Skłonił się tylko i obiecał dopełnić zobowiązań tak szybko, jak tylko będzie to możliwe. Veltec dopilnował, żeby ktoś rozsądny zajął się powozem i wreszcie sam udał się do swojego gabinetu.

Zrobił z niego prawdziwą bibliotekę, kiedy tylko zrozumiał, że jego los zależał będzie od odnalezienia informacji o pradziadzie. Nie pamiętał go zbyt dobrze, jednak wszystkie wiekowe ciotki zawsze powtarzały, że jest do niego niezwykle podobny. Podszedł do regału i wyciągnął z niego grubą księgę, w której zapisywał wszystkie zdobyte wiadomości na temat krewnego. Z niezadowoleniem postawił krzyżyk przy pozycji „Kroniki parafialne” i skreślił krótką notatkę (bardziej dla potomnych, niż dla siebie), żeby nigdy więcej nie zaufać żadnemu duchownemu.

– Podobno chciałeś mnie widzieć – usłyszał szept tuż przy swoim uchu. Zmroził go lęk, gdy uświadomił sobie, że tylko jedna istota byłaby w stanie tak szybko i jednocześnie niepostrzeżenie wedrzeć się do jego domu.

Reklamy
Comments
5 Komentarzy to “Co mi jeszcze w głowie zostało, część pierwsza”
  1. Lolanta pisze:

    Ciekawa jestem po co szuka swoich przodków? Ukryty skarb, czy jakieś inne powody? Będzie ciąg dalszy na blogu, czy to tylko wprawka? Zapowiada się bardzo ciekawie, więc mam nadzieję, że doczekam się kontynuacji 🙂

  2. welkinson pisze:

    Mam nadzieję, że ciąg dalszy się pojawi, bo czuję się zaintrygowana! 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: