Kim okazał się dla mnie Hannibal Kanibal?

Nowy rok postanowiłam rozpocząć nieco mniej restrykcyjnym podejściem do tego bloga. Jak wiecie, czasami zdarza mi się nawiązać do gier komputerowych czy też seriali, więc postanowiłam robić to nieco częściej, bowiem – a wielka szkoda, że tak nie jest – nie samą literaturą człowiek żyje 😉

Nie przepadam za filmami. Od lat nie byłam w kinie a to dlatego, że wciąż obawiam się, że nie wysiedzę na najnowszej produkcji. Że po 30 minutach po prostu wstanę i wyjdę zażenowana wyobrażeniami człowieka, którego nigdy nie spotkam i którego nigdy za te wyobrażenia nie będę w stanie szanować. Choćby to był sam Spielberg.

A jednak nie mogę udawać, że podobnie jak istnieją książki, do których wracam kilka razy w roku, tak znalazły się filmy i seriale (na podstawie książek, rzecz jasna), które zaskarbiły sobie moją miłość – słusznie czy też nie, nie mam zamiaru udawać przed Wami, że takowe nie istnieją.

Do jakiego filmu więc najczęściej wracam? Do Milczenia owiec. Do jakiego serialu? Do Hannibala. I nie, nie jestem popleczniczką kanibalizmu (choć z tym tematem wiąże się niesamowita dyskusja, której nie omieszkam kiedyś Wam przytoczyć), ale mało która historia wywarła na mnie aż takie wrażenie.

Co sprawiło, że tak często wracam do tej opowieści o kanibalu? Jodie Foster, Anthony Hopkins, Mads Mikkelsen, a przede wszystkim tematyka – nie tyle kanibalizmu, a złamania tabu. Gdy patrzę na ten akt pożerania drugiego człowieka jako literaturoznawca, nie mogę nie zastanawiać się nad intencjami twórcy. Większość z nas nie pochyla się nad motywacjami bohatera, który zajada się kaczką, schabowym czy stekiem, bo wychodzimy z założenia, że robi to z dwóch, niezbyt kontrowersyjnych pobudek – chce nasycić głód i czerpać z tej czynności przyjemność. Ale wszystko się zmienia, gdy zamiast wieprzowiny na talerzu pojawia się człowiek. Wydaje się nam to nie do pojęcia, że istotę ludzką – nawet zupełnie nam obcą i obojętną – ktoś może potraktować jak jedzenie.

W literaturze kanibalizm często odnosi się do pragnienia przejęcia cech osoby, która jest zjadana. Na przykład w Śnieżce – królowa każe myśliwemu przynieść wnętrzności swojej pasierbicy, bynajmniej nie po dlatego, że jest amatorką podrobów, ale po pierwsze – chce dowodu, że Śnieżka nie żyje, a po drugie konsumpcja jej wnętrzności jest przez nią odbierana jako zagarnięcie młodości i piękna dziewczyny, o które była tak zazdrosna.

Oczywiście kanibalizm może też być okazją do przedstawienia sytuacji granicznej tak, jak w opowiadaniu Rolanda Topora Sznycel górski, gdzie alpiniści uwięzieni na półce skalnej postanowili zjeść nogę kolegi. Na ich usprawiedliwienie zaznaczyć trzeba, że była ona odmrożona, więc i tak koleś już nic by z nią nie zrobił.

W przypadku Hannibala uzasadnienie kanibalizmu jest dużo bardziej złożone i o tyle trudniejsze, że jest on psychopatą. Oznacza to jedynie tyle, że prawa logiki i interpretacji niekoniecznie muszą przystawać do jego czynów w jakikolwiek sposób. Jednakże najbardziej imponuje mi fakt, jak twórcy serialu byli w stanie ten akt pożerania istoty ludzkiej wynieść do rangi najwyższej sztuki kulinarnej.

Hannibal Lecter nie jest więc dla mnie wyłącznie postacią literacką – jest punktem punktem wyjściowym moich rozważań na temat ludzkiej natury i okrucieństwa, jakie ma ona w siebie wpisane. Wracanie do tego serialu i filmu ma dla mnie znaczenie terapeutyczne – gdy nie potrafię zmusić mózgu do pracy i tworzenia nowych rzeczy, w jakiś sposób zawsze ta udręka się kończy, gdy wracam do Hannibala.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: