Labirynt Śniących Książek, czyli tu zaczyna się historia…

Ileż razy się zdarzało, że autora przerosła jego twórczość i dał się porwać fali popularności tak gwałtownie, że zanurzył się w niej całowicie, tracąc przy tym wszelką samokrytykę? Cóż, nie ominęło to również Hildegunsta Rzeźbiarza Mitów, który po sukcesie Miasta Śniących Książek popadł w twórczy szał. Spod jego pióra nie powstały jednak dzieła na miarę Wielkiej Improwizacji a raczej przedziwny bełkot literacki, którego nie powstydziłby się jedynie autor Czarnego Potoku 😉

Na szczęście w większości takich przypadków autorowi przydarza się coś, co sprawia, że tenże twórca ma okazję się opamiętać. Jeśli chodzi o Hildegunsta były to… rogalik i list. Tak, drodzy państwo – rogalik, który nie został rozmiękczony wystarczająco szybko przez kakao i utknął w przełyku naszego utalentowanego smoka oraz list, który głosił, że oto powrócił Król Cieni. Jeśli te dwie rzeczy nie zmusiłyby autora do opamiętania się, podejrzewam, że nic innego nie byłoby w stanie tego uczynić. Hildegunst postanowił więc opuścić Smoczą Twierdzę z samego rana i udać się na powrót do Księgogrodu, żeby sprawdzić czy list mówił prawdę.

Jak zmienił się Księgogród przez te 200 lat? No cóż, na ulice powrócili Łowcy Książek (określani teraz mianem librinautów), nie wolno palić w miejscach publicznych, nowym materiałem budowlanym są skamieniałe książki, które odkryto w Labiryncie, a jeśli coś wydaje ci się mało jasne zawsze możesz poprosić o wyjaśnienie żywą gazetę. Popularny stał się także lalaizm a także biblionizm we wszystkich odmianach. Jakże nie czuć się w tym mieście całkowicie onieśmielonym?

Sam Moers powiedział, że Labirynt to dopiero uwertura do tego, co ma się zdarzyć w kolejnej części i nie da się ukryć, że trafniej tego nie da się określić. Ta książka to fantastyczny antrakt – jednak wciąż tylko antrakt. Niemniej nie można odmówić Moersowi umiejętności wzbudzania zaciekawienia czytelnika. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie treść Labiryntu, a jednak powieść już od pierwszych zdań miała mnie całkowicie w garści. Być może dlatego, że chciałabym być nieustraszona, być może dlatego, że dla mnie wtedy też zaczęła się jakaś historia…

Reklamy
Comments
2 komentarze to “Labirynt Śniących Książek, czyli tu zaczyna się historia…”
  1. Lolanta pisze:

    Nie mam pod ręką żywej gazety, może podpowiesz, co to ten lalaizm?

    • eM eR pisze:

      Lalaizm to rodzaj ideologii, poświęcony teatralnym widowiskom w Księgogrodzie. Jak sama nazwa wskazuje – ważną rolę odgrywają w tych przedstawieniach lalki. Te widowiska sprawiły, że Hildegunst dużą część swojej historii poświęca właśnie na wprowadzanie czytelnika w zawiłości tej ideologii 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: