Dzień smoka, czyli komputerowe uniwersum nie takie straszne

Jedną z fajniejszych cech, jakie posiada literatura jest to, że nieustannie potrafi mnie zaskakiwać i to najczęściej w tym pozytywnym znaczeniu. A mimo tego bardzo często się boję, że jakaś książka mnie potwornie rozczaruje (myślę, że moje obawy znalazły ugruntowanie po lekturze nieszczęsnej książki Każdy musi płacić i to właśnie od tamtej pory przestałam być ufna nawet wobec swoim ukochanych wydawnictw, #dziekiforys).

Dla mniej wtajemniczonych Dzień smoka to pierwsza książka z uniwersum gry komputerowej Warcraft (pewnie kojarzycie ze względu na trailer filmu, który krąży po sieci). Istnieje pewna zasada, którą usłyszałam dawno temu od podobnego do mnie książkowego psychopaty – nie czytasz książek, które zostały napisane na podstawie filmu, gry komputerowej albo czegokolwiek innego, bo w 90% przypadków została napisana, żeby wyciągnąć kasę od oddanych fanów. Na szczęście mój dobry przyjaciel przekonał mnie, żebym się nie obawiała i jestem mu za to ogromnie wdzięczna.

Powieść Knaaka koncentruje się wokół czerwonowłosego maga Rhonina. Niegdyś był on obiecującym czarodziejem, jednak w skutek nieszczęśliwego wypadku popadł w niełaskę. Aby odkupić swoje winy Rhonin nazbyt chętnie przyjmuje zadanie od tajemniczego Kraususa. Ma on uwolnić smoczycę imieniem Alexstrasza, więzioną przez orków. Choć z początku sens misji i jej wykonanie wydawały się Rhoninowi dość proste, z każdą napotykaną przeszkodą czarodziej powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że być może nigdy nie uda mu się wyjść cało z tej opresji.

Dzień smoka nie jest ambitną fantastyką na miarę Imienia wiatru, ale mimo tego jestem zachwycona tą powieścią z bardzo prostego powodu – wywołała ona u mnie takie skojarzenia jak saga Dragonlance (w powstawaniu tej serii Knaak także miał udział), którą pożerałam jak wariatka. Ciężko mi jest się nie uśmiechnąć, gdy pomyślę sobie, jak wiele fantastycznych przygód jest jeszcze przede mną do przeżycia z uniwersum Warcraft.

Łamcie zasady, które wytyczyliście sobie w przypadku książek – zbyt wiele fajnych opowieści możecie stracić przez swoją upartość.

Reklamy
Comments
One Response to “Dzień smoka, czyli komputerowe uniwersum nie takie straszne”
  1. Lolanta pisze:

    Ja jednak będę stosować zasadę: „nie! dla książek na podstawie gier, seriali i filmów”. Rozczarowałam się Assasin Creed i nie mam zamiaru powtarzać błędu. Jasne, że są wyjątki, ale nie chce mi się tracić czasu na ich szukanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: