12-dniowy plan prostych ćwiczeń literackich: dzień szósty

Półmetek: weź jakąkolwiek książkę ze swojej półki i wybierz z niej dwa rozdziały (na ślepo). Weź pierwsze zdanie z pierwszego wybranego rozdziału i ostatnie zdanie z drugiego rozdziału. Napisz historię (max. 1000 słów), która zaczyna się i kończy tymi zdaniami.

Moje pierwsze zdanie: Jednak to, co stało się na Fountain Street, nie ma w gruncie rzeczy większego znaczenia.

Moje ostatnie zdanie: A czasem nawet któryś zalśni pełnym blaskiem.

Zdania pochodzą z Ulicy marzycieli Roberta McLiama Wilsona, której jeszcze nie miałam okazji przeczytać.

Jednak to, co stało się na Fountain Street, nie ma w gruncie rzeczy większego znaczenia. Biegniemy przez zaciemnione uliczki śmiejąc się tak samo, jak przed trzydziestoma minutami. Ralf pokrzykuje zadziornie na przechodniów, którzy spuszczając wzrok udają – czy to przed nami, czy to przed sobą – że nie istnieją. Ja sam mam jedynie odwagę wtórować jego słowom szyderczym śmiechem młokosa, któremu krew pieni się w żyłach od nadmiaru wypitego alkoholu.

Ulewa przybiera na sile, więc chowamy się pod daszkiem jednej z klatek schodowych. Takich miejsc jest pełno w każdym mieście, a można je niezwykle szybko poznać po mieszaninie zapachów stęchlizny i moczu. Ralf nonszalanckim ruchem ściąga kaszkiet ze swojej czarnej czupryny i wyżyna go z wody. W jego oczach znów tlą się łobuzerskie iskierki, gdy wyciąga dłonie w stronę deszczu i pozwala, żeby woda obmyła je z resztek krwi.

– Powiedz coś, Jimmy – odzywa się w końcu, gdy uznaje, że jego ręce i tak nie będą czystsze.
Wzruszam ramionami. Nie chcę się przyznać, że czuję lekkie rozczarowanie.
– Nie powiesz chyba, że ci się nie spodobało? – zapytał retorycznie.
Podobało, tylko…
– Tylko?
– Liczyłem, że będzie inaczej
.

Ralf w odpowiedzi parska i odwraca się do mnie plecami. Podejrzewam, że kompletnie nie rozumie, o co mi chodzi. Odbieranie życia powinno być wzniosłe – w końcu nie jesteś w stanie obedrzeć człowieka z niczego więcej. Nie sądziłem, że wszystko jest takie niechlujne i pozbawione polotu. Śmierć człowieka jest niczym innym, jak splunięciem pod nogi samemu Stwórcy.

Czuję ciężar noża w rękawie. Może jeszcze nie wszystko stracone, przebiega mi przez myśl, gdy ostrze powoli ląduje na powrót w mojej dłoni.

Energicznie chwytam za włosy Ralfa i odginam jego głowę tak, żeby odsłonić jego bladą szyję.

– No co ty – woła. – Nawet tak głupio nie żartuj!

Nie żartuję.

Spokojnie przeciągam nożem po odsłoniętym kawałku szyi i widzę jak sekundy później krew wystrzeliwuje w powietrze; jej krople zderzają się z tymi, które kapią z nieba. Na tym koncentruję swój wzrok, gdy Ralf upada na kolana wprost do wielkiej kałuży, kurczowo chwytając się za gardło. Próbuje krzyczeć, jednak z jego ust dobywa się jedynie bulgotanie. Mijam go bez słowa i wchodzę wprost do serca ulewy. Woda zamazuje mój wzrok, jakby chciała przede mną schować ten czyn. Nie przecieram oczu, bo tak Ralf wygląda naprawdę oszałamiająco – jak postać z jednego z moich koszmarów.

Dostrzegam, że ostatkiem sił wydobył coś zza pazuchy i nieudolnie złapał między palce. Mrużę oczy i z uśmiechem przypominam sobie, że to jego szczęśliwy miedziak – pierwszy, jaki kiedykolwiek ukradł. Miał takich setki pochowanych po kieszeniach, więc nigdy nie przywiązywałem do nich większego znaczenia. W pamięci kiełkuje mi jednak obraz, jak poleruje kilka z nich ubrudzonym rękawem, podnosi je do słońca i przypatruje się im badawczo. Błyszcz, szepczą jego wargi we wspomnieniach. Błyszcz!

Być może za kilka dni, gdy deszcze ustaną i ktoś kopniakiem przekręci jego ciało, ludzie dostrzegą te monety. Większość z nich wzgardzi taką walutą, jednak znajdą się tacy, którzy bez większych oporów schowają je do kieszeni i w domowym zaciszu obetrą z krwi. Możliwe, że któremuś z nich uda się pozbyć tego metalicznego zapachu. Jeśli chodzi o te przeklęte miedziaki, które stały się powodem całego zajścia, w głębi duszy czuję, że kilka spośród nich okaże się być niezwykłymi. A czasem – jeśli nowy właściciel wspomni przez choćby sekundę skołtunione ciało Ralfa – nawet któryś zalśni pełnym blaskiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: