Pan Lodowego Ogrody, czyli nawet sobie nie wyobrażacie mojej miny

Stało się. Dałam drugą szansę książce, do której sięgnęłam ponad rok temu i która mnie nie zachwyciła. A teraz? Mój Boże, dziękuję sobie za przezorność w postaci wypożyczenia dwóch tomów naraz, bo chyba bym wgryzła się w ścianę, gdybym miała się zastanawiać, co dalej się stanie.

Bohaterem Pana Lodowego Ogrodu jest Vuko Drakkainen. Ziemianin, Europejczyk, Chorwat. Zostaje wysłany na planetę Midgaard, żeby odnaleźć na niej wysłanych tam dwa lata wcześniej grupę naukowców. W tym momencie ja już nie byłam zadowolona (za pierwszym podejściem), bo przecież jestem uczulona na wszelkie sci-fi. Głupia kobieta. Grzędowicz raczy nas też historią Młodego Tygrysa, następcy trony, przyszłego imperatora, który powoli dorasta i uczy się wszystkiego, co powinien umieć mądry władca (z powodu niedawnych wyborów i sytuacji naszego państwa sądzę, że niegłupim pomysłem byłoby szkolenie wybranych dzieci pod takim samym kątem, żeby pewnego dnia naszym krajem mógł rządzić ktoś, dla kogo ojczyzna znaczy coś więcej, niż tonący statek, z którego należy zabrać jak najwięcej, póki jeszcze unosi się nad powierzchnią wody).

Co mnie zatem zachwyciło w tej powieści, spytacie. Świetna narracja, przeskakująca z pierwszej do trzeciej osoby. Przemyślenia Vuko i jego podejście do znalezienia się w nowym otoczeniu. Takie smaczki, jak to, że brakuje mu możliwości umycia zębów, piwa smakującego po ludzku czy zwykłego obiadu w knajpie. Również poczuci humoru autora ma swoje plusy, gdy wielkiego ptaka główny bohater nazywa „Nevermore” czy kiedy jednemu z tubylców bezczelnie oświadcza, że pochodzi z bardzo dalekiej krainy. Jakiej, pyta tamten naiwnie. Chorwacji.

Lektura ta skłoniła mnie do przejrzenia długiej listy książek, które porzuciłam. Tak, pamiętam, że jest na niej Foryś i jego polska odpowiedź na Grę o tron. Jestem w stanie przyznać się do błędu, ale błagam. Nikt nie ma takich pieniędzy, żebym wróciła do tej książki. Ale są tam też Wichrowe wzgórza i Ania z Zielonego Wzgórza (przez to moja kochana mama ma podejrzenia, że nie jestem prawdziwą dziewczynką, tylko sztuczną), do których być może zrobię drugie podejście.

Moja rada dla was? Nie zawsze jest dobry czas na czytanie jakiejś książki. Czasami warto dać sobie trochę wytchnienia i wrócić do powieści po jakimś okresie. Jestem chodzącym przykładem, jak mile można się rozczarować.

Reklamy
Comments
One Response to “Pan Lodowego Ogrody, czyli nawet sobie nie wyobrażacie mojej miny”
  1. Lolanta pisze:

    Przeczytałam trzy części Pana Lodowego Ogrodu i choć to dobra lektura (jakby była zła, to nie przebrnęłabym przez trzy, hehe), ale nie piałam z zachwytu. Dobrze się czytało, ale w moim przypadku „na zimno”, bez wielkich emocji.
    Hmm, na „Anię z Zielonego Wzgórza” to dla Ciebie może być już za późno 😉 A spróbuj, choćby po to, żeby udowodnić mamie, że jednak jesteś dziewczynką 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: