Małe sukcesy #1

Muszę się Wam pochwalić moim małym sukcesem. Zapraszam Was na stronę portalu O.pl, gdzie przez trzy miesiące byłam dumną stażystką. Dziś opublikowano moją relację z konferencji Kobieta – Wiedza – Władza. Jeśli macie ochotę – przeczytajcie. Link poniżej:

Szklany sufit, lepka podłoga i …matriarchat.

Zachęcam Was również do zapoznania się z całą witryną, w której pracowało mi się niesamowicie dobrze i która jest fantastycznym źródłem informacji kulturalnych.

Reklamy

Deadly Premonition, czyli powrót do Twin Peaks

Czytanie książek nauczyło mnie jednego – kochanie wspaniałych historii jest wzbogacające, ale nie należy ich szukać jedynie na papierze; warto się rozejrzeć dookoła, bo fabuła, która nie pozwoli Ci zasnąć może być tuż obok. Całe lata. Mamo, dziękuję Ci za notoryczne polecanie mi serialu Miasteczko Twin Peaks. Gdyby nie Ty, być może nigdy bym o nim nie usłyszała i nie zakochała się w tej niesamowitej atmosferze.

Wszyscy fani Miasteczka Twin Peaks są pewnie mocno – jak ja – podekscytowani kolejnym sezonem, który ujrzy światło dzienne już w przyszłym roku. Ponieważ jestem względnie dobrym człowiekiem postanowiłam podzielić się produkcją, która przypomni Wam za co kochamy ten serial i  co tak na dobrą sprawę nas w nim ujęło.

Daję wam grę komputerową Deadly Premonition, która z powodzeniem mogłaby posłużyć za adaptację tego fantastycznego serialu. I choć nią nie jest, to składa niesamowity hołd w stronę Davida Lyncha i jego produkcji. Ale przejdźmy do jej fabuły.

Agent FBI Francis York Morgan przyjeżdża do małego miasteczka Greenvale, w którym popełniono straszliwą zbrodnię – zabito młodą kobietę, Annę Graham. Wcielamy się w tej grze oczywiście w Yorka, który ma odnaleźć zabójcę. Podczas rozgrywki towarzyszy mu jego alter ego Zach, do którego protagonista zwraca się w najmniej oczekiwanych momentach.

Sama gra jest trochę „zderpiona”, jak to ujmują gamerzy, ale to tylko potęguje wrażenie, że powróciliśmy do Twin Peaks. Warto zaznaczyć, że tworzył ją Japończyk, więc również fani anime znajdą w niej coś dla siebie (zwłaszcza w niektórych gestach postaci).

Nawet jeśli nie jesteście graczami (ani fanami gier komputerowych) i tak polecam oglądanie solucji z Deadly Premonition, ponieważ ta produkcja jest po prostu jedyna w swoim rodzaju. Przyrzekam, że to pomoże skrócić oczekiwanie na kolejny sezon Miasteczka Twin Peaks 😉 Zaryzykuj. Nie pożałujesz 😉

Pan Lodowego Ogrody, czyli nawet sobie nie wyobrażacie mojej miny

Stało się. Dałam drugą szansę książce, do której sięgnęłam ponad rok temu i która mnie nie zachwyciła. A teraz? Mój Boże, dziękuję sobie za przezorność w postaci wypożyczenia dwóch tomów naraz, bo chyba bym wgryzła się w ścianę, gdybym miała się zastanawiać, co dalej się stanie.

Bohaterem Pana Lodowego Ogrodu jest Vuko Drakkainen. Ziemianin, Europejczyk, Chorwat. Zostaje wysłany na planetę Midgaard, żeby odnaleźć na niej wysłanych tam dwa lata wcześniej grupę naukowców. W tym momencie ja już nie byłam zadowolona (za pierwszym podejściem), bo przecież jestem uczulona na wszelkie sci-fi. Głupia kobieta. Grzędowicz raczy nas też historią Młodego Tygrysa, następcy trony, przyszłego imperatora, który powoli dorasta i uczy się wszystkiego, co powinien umieć mądry władca (z powodu niedawnych wyborów i sytuacji naszego państwa sądzę, że niegłupim pomysłem byłoby szkolenie wybranych dzieci pod takim samym kątem, żeby pewnego dnia naszym krajem mógł rządzić ktoś, dla kogo ojczyzna znaczy coś więcej, niż tonący statek, z którego należy zabrać jak najwięcej, póki jeszcze unosi się nad powierzchnią wody).

Co mnie zatem zachwyciło w tej powieści, spytacie. Świetna narracja, przeskakująca z pierwszej do trzeciej osoby. Przemyślenia Vuko i jego podejście do znalezienia się w nowym otoczeniu. Takie smaczki, jak to, że brakuje mu możliwości umycia zębów, piwa smakującego po ludzku czy zwykłego obiadu w knajpie. Również poczuci humoru autora ma swoje plusy, gdy wielkiego ptaka główny bohater nazywa „Nevermore” czy kiedy jednemu z tubylców bezczelnie oświadcza, że pochodzi z bardzo dalekiej krainy. Jakiej, pyta tamten naiwnie. Chorwacji.

Lektura ta skłoniła mnie do przejrzenia długiej listy książek, które porzuciłam. Tak, pamiętam, że jest na niej Foryś i jego polska odpowiedź na Grę o tron. Jestem w stanie przyznać się do błędu, ale błagam. Nikt nie ma takich pieniędzy, żebym wróciła do tej książki. Ale są tam też Wichrowe wzgórza i Ania z Zielonego Wzgórza (przez to moja kochana mama ma podejrzenia, że nie jestem prawdziwą dziewczynką, tylko sztuczną), do których być może zrobię drugie podejście.

Moja rada dla was? Nie zawsze jest dobry czas na czytanie jakiejś książki. Czasami warto dać sobie trochę wytchnienia i wrócić do powieści po jakimś okresie. Jestem chodzącym przykładem, jak mile można się rozczarować.