Cykl demoniczny, czyli jak się zakochałam.

Od razu przepraszam za kolejną dłuższą przerwę, ale niestety moje nieuporządkowanie życiowe daje się we znaki całemu mojemu otoczeniu 😉

Długo zwlekałam z tą recenzją z prostego względu – Kot bez głowy dawno temu mówiła, że z chęcią napisałaby recenzję porównawczą książek Malowany człowiek i Człowiek ilustrowany, ale ponieważ jej też brakuje czasu to postanowiłam, że ja się zajmę Cyklem Demonicznym.

Dla tych czytelników, którym owy cykl jest nieznany, powiem, że jest to seria powieści fantasy autorstwa Petera V. Bretta, którą otwiera Malowany człowiek. Jak dobrze wiecie, ukochane książki znajduje się najczęściej przez przypadek i to raczej ona wybiera moment, w którym trafia w nasze ręce, rzadko na odwrót. Powieść tę do domu z biblioteki przyniosła Kot bez głowy, przeczytała w jedną noc i to dość mocno zmotywowało mnie, żeby również do niej przysiąść.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy zatraciłam się w tej książce. Ucieszyło mnie też, że jest kilku głównych bohaterów, w tym kobiece, choć wiadomo, że autor fantastyki płci męskiej często pakuje te bohaterki w sceny erotyczne, które nie zawsze przysparzają im chwały. Niemniej cieszy mnie ta odmiana, gdzie kobiecość w książkach fantasy przestaje być utożsamiana jedynie ze słabością i seksualizacją – dla kogoś takiego jak ja to zastrzyk otuchy.

Noc to moment, w którym sądzimy, że to czas na czytanie książek, długie rozmowy, pisanie, modlitwy, odzyskanie równowagi po ciężkim dniu… Ale nie w świecie, który wykreował Brett. To moment, w którym każda istota ludzka bierze głębszy oddech i ze wszelkich sił próbuje odrzucić strach, bo noc to pora demonów, które karmią się ludzkim mięsem. Jedynym ratunkiem przed tymi potworami są runy ochronne, których poprawne kreślenie to prawdziwa sztuka, opanowana do perfekcji przez Posłańców – jedynych ludzi, nocujących pod gołym niebem i podróżujących między miastami oddalonymi od siebie o kilkanaście dni drogi.

Gdy Arlen Bales widzi śmierć swojej matki postanawia zostać Posłańcem. Nie chce jednak biernie przeczekiwać kolejnych nocy i poprzysięga sobie, że znajdzie sposób walki z demonami.

Leesha stawia czoło plotkom, jakie rozpowszechnił na jej temat narzeczony. Zostaje przyjęta na uczennicę niezwykle mądrej, choć nieco oschłej zielarki Bruny i uczy się rzeczy niedostępnych mężczyznom.

Rojer jako jedyny przeżywa pogrom wywołany przez demona, który roztrzaskał jego dom na kawałki. Zostaje przygarnięty przez minstrela-pijaczynę i przez przypadek odkrywa swój niesamowity talent do gry na skrzypcach.

Jest jeszcze jeden bohater, ale o nim nie będę mówić, gdyż jego przygodom Brett poświęcił kolejne tomy.

Fabuła powieści wydaje się nieskomplikowana, ale kiedy człowiek raz zabierze się do czytania, cierpi istne katusze, gdy kończy tom. Pamiętacie chyba moje biadolenie na istotę, która przez pół roku nie chciała oddać drugiej części Malowanego człowieka do biblioteki? Teraz mogę to powiedzieć – odczuwałam autentyczny ból fizyczny, nie mogąc czytać dalej 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: