Złodziej dusz, czyli mam dobrą i złą wiadomość dla autorki. Od której zacząć?

Ostatnio wszędzie widziałam lektury Anety Jadowskiej. A to na blogach innych osób, a to na fejsach o sprzedaży książek, a to na lubimyczytać.pl… I tak sobie pomyślałam, że skoro wydaje ją Fabryka Słów, a i kilka dobrych książkowych blogerek jej powieści zachwalało to przecież nie może być tragicznie. No i nie było, ale na jakieś górnolotne peany na cześć autorki ode mnie nie liczcie.

Na początek kilka słów o samym Złodzieju dusz. Powieść przyjemnie się czyta, można się pośmiać, zamyślić, zdenerwować i… znaleźć opis własnej babci już na samym początku książki. Tak, ktoś opisał moją babcię co do joty, tylko… jeszcze (mocno to podkreślam) nikt jej nie zabił. Przy tej części powieści śmiałam się jak głupia i wcale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.

Świetnie się bawiłam w towarzystwie Dory Wilk, choć w swoich wypowiedziach bywa lekką feminazistką. Po przyjrzeniu się zdjęciom autorki podejrzewam, że to jej doskonalsze alter ego (bo któż w swoich tekstach – i nie tylko – siebie nie idealizuje?). Zmartwiło mnie to, bo pani Jadowska jest ode mnie starsza o 9 lat, a miejscami pisze bardzo infantylnie i ten napastliwy feminizm wlewa na karty całkiem porządnego czytadła i je tym po prostu psuje.

Książka wydawała mi się rewelacyjna do momentu sceny pseudoerotycznej. Niesmaczne to było. Stwierdzenia typu „prawie doszedłem” zostawiłabym jednak w łóżku i darowałabym sobie przelewanie ich na papier. Kartka przyjmie wszystko, ale nie oznacza to, że powinno się jej wszystko powierzać, bo można czytelnika wprawić w duże zażenowanie. Ja rozumiem, że między dwojgiem ludzi może niesamowicie iskrzyć, że seks może wisieć w powietrzu, ale naprawdę… Nasz język jest taki bogaty jeśli idzie o eufemizmy i należy z nich korzystać. Nie powinnam tego mówić doktorowi literaturoznawstwa (którym jest pani Jadowska), ale „dojść” to nie jest eufemizm wysokiej klasy. Jest na poziomie sfrustrowanego gimnazjalisty.

Jeśli ktoś kocha polską fantastykę i nie przeszkadzają mu kiepsko opisane sceny erotyczne z całą pewnością powinien sięgnąć po Złodzieja dusz. Co do wspominanych wiadomości w tytule tej recenzji. Dobra informacja jest taka, że świetnie się bawiłam podczas lektury, a zła, że dopiero za kilka miesięcy sięgnę po kolejny tom – obawiając się tej dziwnej seksualizacji języka. Pani Jadowskiej polecam dokładne przestudiowanie W malinowym chruśniaku. Prawdziwy erotyzm zaczyna się tam, gdzie autor nie opisuje żadnych konkretnych czynów swoich postaci, a inteligentny czytelnik rozumie, co działo się dalej. Nie określenia i działania czynią coś seksownym. Robią to atmosfera i „mało” znaczące gesty.

Reklamy
Comments
2 komentarze to “Złodziej dusz, czyli mam dobrą i złą wiadomość dla autorki. Od której zacząć?”
  1. Lolanta pisze:

    Obawiam się, ze będzie gorzej… Mam za sobą 5 części i już sam fakt, ze dobrnęłam tak daleko świadczy o tym, ze mimo wszystko coś w sobie maja. Mnie jednak najbardziej raził samozachwyt głównej postaci, który odbierałam jako bardzo wysokie ego autorki. Seria może wkurzać, ale na pewno doczytam tez ostatnia część, bo książki dostarczają tez całkiem fajnej rozrywki.

    • eM eR pisze:

      Matko zielona, to już wiem skąd wszyscy faceci myślą, że feminizm zatrzymał się na drugiej fali, której stałym elementem była radykalność… 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: