Samo ostrze, czyli dlaczego warto śledzić Patricka Rothussa.

Mój quest poszukiwania dobrego fantasy rozpoczyna się wciąż na nowo, kiedy tylko wejdę do biblioteki. Problematyczne są jednak braki w krakowskich księgozbiorach, więc fakt, że ja sobie zaplanuję, że coś przeczytam praktycznie nigdy nie jest równoznaczny z tym, że tak się rzeczywiście stanie.

Samym ostrzu nigdy nie słyszałam i otwarcie przyznaję, że gdyby nie Patrick Rothuss (autor Imienia wiatru) to pewnie tak by pozostało, więc dziękuję twórcy portalu Goodreads.com za to, że można tam bez żadnego skrępowania „stalkować” swoich ulubionych autorów i widzieć, jakie książki polecają.

Najciekawsze w tej powieści jest zdecydowanie to, że występuje w niej kilku głównych bohaterów. Z początku miałam obawy, że to się nie sprawdzi i że skończy się podobnie jak w przypadku Każdy musi płacić, jednak Abercrombie radzi sobie z malowaniem fabuły nieco lepiej, niż nasz autor „Polskiej odpowiedzi na Grę o tron” (tak, nie mam zamiaru odpuścić tej bezczelności, dopóki nie znajdę innej książkowej ofiary).

Podczas czytania czujemy się, jakby wrzucono nas w środek najgorszego bagna. Z początku towarzyszymy Logenowi Dziewięciopalcemu, który ucieka przed wrogami i jest bliski śmierci. Otuchy nie dodaje mu fakt, że jest przekonany, że jego wierna banda przyjaciół została wymordowana. Następnie przenosimy się do bogatego królestwa Unii, gdzie przeskakujemy między ponurym i styranym przez życie inkwizytorem Gloktą a egoistycznym paniczykiem z dobrego domu, Jezalem, któremu marzy się sława szermierza zdobyta nikłym kosztem.

Sama fabuła, gdyby nie tak cudownie napisana, mogłaby uchodzić za odgrzewany kotlet, bo „ble, ble… wojna… ble, ble… świat, jaki jest nam znany niedługo upadnie… ble, ble… facet z Północy uważa się za bóg wie kogo i zbiera wielką armię, musimy go powstrzymać za wszelką cenę…”. Niemniej, czytałam książkę, nawet wtedy, gdy oczy mi wysiadały i łzawiły na potęgę. Jest w niej coś niesamowicie hipnotycznego. Każdy autor, nie tylko początkujący, marzy, żeby jego książki działały w ten sposób na czytelnika. Jestem pełna podziwu dla Abercrombiego za warsztat, który niezbyt oryginalną fabułę zamienił w kawał dobrej powieści.

PS Jeśli wątpicie to powiem tylko, że tak wielkiej frajdy nie czułam od czasu czytania Imienia wiatru czy Malowanego człowieka. Co więcej, spod moich palców trudniej o lepszy komplement dla książki z gatunku fantasy, a jeśli ten argument was nie przekonuje to już naprawdę nie wiem, czy cokolwiek innego byłoby w stanie.

Reklamy
Comments
One Response to “Samo ostrze, czyli dlaczego warto śledzić Patricka Rothussa.”
  1. Lolanta pisze:

    Mnie przekonuje 🙂 A Rothfussa tez podglądam i co rusz dodaje polecane przez niego książki do listy TBR.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: