Miasto śniących książek, czyli nauka powolnego czytania.

Dawno tak się nie zmuszałam, żeby opanować swój czytelniczy apetyt i żeby nie pożreć Miasta Śniących Książek w jedną noc. Nie ma nic piękniejszego, niż powieść, która opowiada o miłości do literatury i która to uczucie na nowo rozbudza w człowieku. Książki nie tylko sprawiają, że się śmiejemy, płaczemy, czy wchodzimy do całkiem nowej rzeczywistości. Powieść Moersa udowadnia, że literatura może być bardzo niebezpieczna.

Hildegunst Rzeźbiarz Mitów jest młodym poetą, zaledwie siedemdziesięcioletnim dinozaurem, który jeszcze nie napisał nic, co warte by było powszechnej uwagi. Pochodzi jednak z Twierdzy Smoków, co stanowi niejaką gwarancję, że w swoim życiu napisze wielkie dzieło. Jego życie zmienia się, kiedy umiera jego ojciec poetycki, Dancelot, a przed śmiercią wyznacza mu za zadanie znalezienie młodego artysty, którego opowiadanie zmieniło jego życie. Hildegunst po przeczytaniu owego tekstu uznaje, że nigdy nie przeczytał nic lepszego i udaje się w podróż do Księgogrodu – siedliska antykwariatów, wydawców i łowców książek – żeby odnaleźć swojego idola. Niestety, już w mieście napotyka spore przeciwności, które są niezwykle brzemienne w skutkach.

Miasto Śniących Książek (i chyba od tego powinnam zacząć) jest typograficznym arcydziełem. Niestety, nie jest to jedynie zasługa polskiego Wydawnictwa Dolnośląskiego (choć brawa za to, że nie zrujnowali tej książki, a mogli), ale samego autora, który oprócz pisarstwa zajmuje się także tworzeniem komiksów i ilustracji. Przeczytanie tej książki w formie elektronicznej byłoby zbrodnią przeciwko poczuciu estetyki.

Miasto Śniących Książek jest powieścią, która porusza do głębi. Nie można się od niej oderwać, ale chyba najistotniejsze jest to, że kiedy się ją skończy nie czuje się pustki i smutku, ale radość z przeżytej przygody. Jeśli, a zwracam się tu przede wszystkim do początkujących pisarzy, nie przeczytacie tej książki nie tylko stracicie kawał dobrej literatury, ale także szansę, żeby choć przez moment poczuć na sobie dotyk Orma.

miasto-sniacych-ksiazek-b-iext3827032

Walter Moers

Miasto Śniących Książek

Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 464

Reklamy

451° Fahrenheita — o strachu przed wiedzą

Ile warte są dla ciebie książki? Czy wyobrażasz sobie świat, w którym czytanie grozi śmiercią? Czy odważyłbyś się przeciwstawić  władzy dla krótkiej chwili z lekturą?

Ray Bradbury roztacza przed nami wizję państwa reżimowego, gdzie po niebie krążą odrzutowce uzbrojone w bomby atomowe, ludzie oglądają świat jedynie przez wielkie ekrany telewizorów, a strażacy, zamiast gasić, wzniecają pożary. Jednym z tych strażaków jest nasz bohater —  Guy Montag, który od dziesięciu lat starannie wykonuje swoją pracę. Wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia poznaje młodziutką Clarissę. Nie jest ona jak reszta znanych mu ludzi — wychodzi na zewnątrz i z lubością obserwuje otaczającą ją przyrodę. Spotkanie z dziewczynką jest dla Guy’a impulsem do zmian. Postanawia on przeciwstawić się narzuconym normom, zaczyna czytać zakazane książki i dowiaduje się o istnieniu ludzi, którzy starają się uratować dziedzictwo kulturowe. Postanawia przyłączyć się do nich, jednak walka z systemem nie będzie łatwa.

Powieść Brabury’ego powstała ponad 60 lat temu i jest zapisem obaw autora o postępującą technologizację. Niewątpliwie, część z nich już się spełniła — komputery zastępują ludzi, telewizja stała się dla niektórych jedynym oknem na świat, a po książkę sięgamy coraz rzadziej. Świat w wizji pisarza wyzbył się kultury wysokiej, ludzie nie rozstają się z „głosem z telewizora”, a spotkania sąsiedzkie ograniczają się do wymiany opinii o popularnej operze mydlanej. 

W chwili ukazania się pierwszego wydania książki, uważano ją za głos przeciw totalitaryzmowi. Dziś możemy doszukiwać się w niej kolejnych złowieszczych wizji przyszłości. 

I wszystko wskazuje na to, że staną się one rzeczywistością.

451° Fahrenheita to temperatura, w której zaczyna palić się papier…

Rafa³ W³asinowicz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ray Bradbury
451° Fahrenheita
Wydawnictwo Solaris, 2008
Liczba stron: 219

„Brudnopis”, czyli światy nieznane

Co by się stało, gdybyśmy nagle odkryli, że Ziemia nie jest jedynym z możliwych światów? Co więcej, że nie jest najlepszym z nich?

Z tym problemem będzie musiał zmierzyć się Kirył Daniłowicz Maksimow, pracownik w firmie komputerowej, mieszkaniec Moskwy i właściciel psa o wdzięcznym imieniu Keszju, gdy pewnego dnia  zostanie pozbawiony tożsamości. Dosłownie. W jego mieszkaniu pojawia się obca kobieta, która wedle dokumentów zajmuje ten lokal od trzech lat, pies nie poznaje swojego właściciela, rodzice utrzymują, że nigdy nie mieli syna, nawet przypadkowi ludzie zapominają, że przed chwilą z nim rozmawiali, a dowód osobisty, jedyna rzecz łącząca go z tym światem, kruszeje w rękach. Jednak te traumatyczne zdarzenia są jedynie początkiem dużo bardziej niesamowitych przygód. Odkrywając kolejne karty, Kirył zaczyna rozumieć zasady gry i postanawia zaplanować kolejne rozdanie. 

Siergiej Łukjanienko prezentuje nam niepokojącą wizję alternatywnych światów, z których każdy jest niedoskonałym modelem idealnej Ziemi, a mieszkający na niej ludzie jedynie myszami doświadczalnymi. Autor powieści podważając słowa Leibniza, jakoby „żyjemy w najlepszym z możliwych światów”, pokazuje naszą ulotność i niedoskonałość. Możliwy jest bowiem scenariusz, w którym znana nam Ziemia jest niczym innym, jak poligonem dla świata doskonałego (tytułowym brudnopisem), uczącego się na naszych błędach. 

„Brudnopis” to bardzo dobra, pełna napięcia powieść, od której trudno jest się oderwać. Jestem pełna zachwytu i z największą przyjemnością przeczytam część drugą historii Kiryła, pt. „Czystopis” (choć mam pewne obawy po przeczytaniu paru recenzji). Biję pokłony autorowi za pomysł i jego realizację, ale nie omieszkam wytknąć też błędów. Jedynym, acz największym przewinieniem twórcy jest powtórzenie schematów, tak dobrze znanych nam z wszelkich filmów sensacyjnych — główny bohater, zagubiony i raczej mizerny, w końcu książki staje się niemal herosem. Po drodze oczywiście napotyka przeszkody, z których (a jakże!) wychodzi nietknięty. Jak to już w przypadku wielkich bohaterów bywa, poznaje piękną, lecz niebezpieczną kobietę, z którą kocha się na plaży w gwiaździstą noc (dzięki bogu, że autor się opamiętał i przynajmniej ją zabił).

Oczywiście nie mogę być tak surowa, tylko dlatego, że sięgnęłam po tę książkę w chwili czytelniczego przesytu szczęśliwymi zakończeniami i potrzebuję brutalnego uderzenia mokrą szmatą po twarzy. Szczerze polecam tę pozycję, ponieważ potrafi namieszać w głowie.

Brudnopis-Siergiej-Lukjanienko-_bc15687

Siergiej Łukjanienko
Brudnopis
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2008
Liczba stron: 364

Nigdziebądź, czyli wędrówki po podziemnym Londynie.

Z wielkim rozczarowaniem przyznaję, że książka ta nie wywołała u mnie tak euforycznych uczuć, jak Księga cmentarna, za co przepraszam wszystkich, którzy tę powieść ubóstwiają.

Do tej pory wszystkie przeczytane przeze mnie historie dla dorosłych, które tworzy Gaiman, zaczynały się od tego samego – od utraty narzeczonych, mieszkań i innych rzeczy, które trzymają człowieka w materialnym świecie. Być może autor ten wychodzi z tego samego założenia co Tyler Durden z Podziemnego kręgu, że dopiero po utracie wszystkiego jesteśmy zdolni do robienia rzeczy uważanych przez nas za zbyt ryzykowne.

Richard Mayhew jest w moim odczuciu pierdołą, który tkwi pod eleganckim pantofelkiem swojej narzeczonej, Jessici. Gdy tylko postanawia jej się postawić i zabiera z ulicy zakrwawioną dziewczynę ona zrywa z nim zaręczyny. I tak zaczyna się seria bardzo niefortunnych zdarzeń w życiu naszego protagonisty. Uratowana przez niego kobieta ma na imię Drzwi. Nie mieszka ona jednak w tym samym Londynie, co Richard czy nawet ty, Polaku na emigracji.

Na okładce książki przeczytałam, że jest bardzo straszna. Nie jest. Że jest bardzo śmieszna. Miejscami, jak najbardziej, ale bez rewelacji. Bardzo osobliwa. Jak najbardziej, ale dlatego, że napisał ją Gaiman.

Tak szczerze, bez urazy dla wszystkich miłośników tej książki, gdyby napisałby ją debiutujący autor mógłby się cieszyć, gdyby wydawnictwo zdecydowało się wydrukował tysiąc egzemplarzy.

Książka dobra, ale dla mnie bez rewelacji. Czekam ciągle, kiedy powieści Gaimana przebiją jego Księgę cmentarną, ale na razie czytam bez skutku.

The Wolf Among Us a znane nam opowieści, cz. 3

Kolejna garść osobowości z TWAU. Mam nadzieję, że Was to nie nudzi i że pomagam tej grze tylko zyskać na wartości. Życzę przyjemnej lektury [kliknij tutaj, żeby przenieść się do poprzedniej części, bądź w to miejsce, żeby zapoznać się z pierwszą częścią].

240px-CW_Mary_Workshop

Bloody Mary (ang. Krwawa Maria) – myślę, że większość z nas zna ją z opowieści wymienianych między sobą na zielonych szkołach czy koloniach po ciszy nocnej. W grze jest ona, podobnie jak Dee i Dum, antagonistką Bigbiego. Z całym powodzeniem można stwierdzić, że jest ona jedną z najbrutalniejszych postaci w całej rozgrywce. W chwilach zagrożenia rozszczepia się na milion swoich odbić. Wyjątkowo nienawidzi luster.

 

250px-CW_Nerissa_Worried

Nerissa (włos. Czarnowłosa) – kiedy spotykamy ją po raz pierwszy Bigby pyta, czy już się gdzieś nie spotkali. Ona odpowiada, ze w dawnych czasach była Małą syrenką. Pochodzi z baśni Andersena o tym samym tytule. Razem z Faith powtarza bardzo często zdanie „These lips are sealed” (ang. „Te usta są zapieczętowane”). Dzięki niej udaje nam się wpaść na poważny trop w naszym śledztwie. Jej postać jest istotna na samym końcu gry, ponieważ jej słowa dezorientują gracza. Mam co do tego swoje podejrzenia, ale ich nie zdradzę.

250px-CW_Flycatcher_Hall

Flycatcher (ang. Łapacz much) – pochodzi z baśni Żabi król. W grze nie odgrywa zbyt istotnej roli, pokazuje się tam epizodycznie. Jest woźnym. W literaturze utożsamia się go z pięknym wnętrzem zaklętym w obrzydliwej powłoce. Moja promotorka twierdziła, kiedy podczas naszej zabawy andrzejkowej wyciągnęłam jego wizerunek jako swojego partnera, że to obraz samego seksu. Fizyczność mężczyzny, według jej słów, miała być nieciekawa, jednak niezwykle wartościowa.

250px-CW_Tim_Waiting

Tiny Tim (ang. Mały Tim) – jego postać pochodzi z Opowieści wigilijnej Dickensa. W książce jest pogodnym, niepełnosprawnym chłopcem. W grze jest odźwiernym i prowadzi nas do Crooked Mana. Porusza się o kulach. Przybliża Bigbiemu nieco inną stronę swojego szefa.

 

 

240px-CW_Jersey_Lair

Jersey Devil (ang. Diabeł z New Jersey) – legendarny potwór, którypodobno urodził się jako bardzo brzydkie lub zdeformowane, lub trzynaste dziecko, które zostało porzucone przez matkę. Zabijał zwierzęta hodowlane, ale uważa się go również za manifestację kompleksu społecznego, karzącego matki, które porzuciły swoje dzieci. W grze staczamy z nim dwukrotnie walkę, jednak nie jest on postacią istotną fabularnie.

The Wolf Among Us a znane nam opowieści, cz. 2

Postaci z tej niesamowitej gry zostało jeszcze sporo i muszę przyznać, że zajmuję się tym przede wszystkim ze względu na to, żeby odchorować zakończenie ostatniego epizodu. Pozostaje jeszcze nadzieja, że twórcy skuszą się na tworzenie drugiego sezonu, ale boję się, że nie dorównałby on pierwszemu. Przejdę jednak do kolejnych postaci. [Jeśli nie czytałeś pierwszej części możesz ją znaleźć TUTAJ.]

250px-CW_Colin_Beer

Colin – pochodzi z baśni Trzy małe świnki. Twierdzi, że przyjaźni się z Bigbym, choć czasem robi mu wyrzuty o to, że wilk kiedyś zniszczył mu dom. Z początku myślałam, że to najmądrzejsza ze świnek, która miała murowany domek, ale widocznie autorzy gry i komiksu nie zaakceptowali wersji, że w oryginalnej baśni braci Grimm dwie pierwsze świnki zostają zjedzone przez wilka. Niestety, nie wiemy, czy jest to świnka ze słomianego, czy z drewnianego domku. W grze nie odgrywa zbyt ważnej roli.

250px-CW_Beauty_TrialBeauty (ang. Piękna) – myślę, że jej historii nie trzeba przedstawiać. Pochodzi z baśni Piękna i Bestia napisanej przez francuską pisarkę  Gabrielle-Suzanne Barbot de Villeneuve, choć później opowieść ta uległa przekształceniu i skróceniu przez inną twórczynię Jeanne-Marie Leprince de Beaumont. W grze spotykamy ją już na samym początku, kiedy prosi nas, żebyśmy nie mówili Bestii, że ją widzieliśmy. Później pomaga nam w śledztwie i informuje nas o kilku interesujących sprawach.

Beast (ang. Bestia) – niezwykle zazdrosny i troskliwy mąż Pięknej. Podejrzewa nas o romans z ukochaną i 240px-CW_Beast_Angrydochodzi do dość poważnej sprzeczki, która kończy się rozlewem krwi. W literaturze jego postać utożsamiana jest z popularnym stwierdzeniem, że nie sam wygląd się liczy.

240px-CW_Gren_NeutralGrendel – w literaturze znany jest z epickiego poematu heroicznego Beowulf anonimowego pisarza. Jest jednym z głównych bohaterów, a raczej potworem, który zostaje pokonany przez tytułowego bohatera poematu. Beowulf wyrwał mu rękę, co sprawiło, że stworzenie uciekło i wykrwawiło się na śmierć. Do tej legendy nawiązuje zachowanie Bigbiego, który (w zależności od wyboru gracza) podczas walki mógł oderwać Grendelowi ramię.

250px-CW_Dee_Lair

Tweedle Dee – znany, wraz ze swoim bratem Tweedle Dumem, z Alicji po drugiej stronie lustra. Są jednymi z ważniejszych antagonistów Bigbiego i pracują dla Crooked Mana. W języku angielskim występuje powiedzenie, że dwójka osób jest do siebie podobna jak Dee i Dum. W grze możemy zdecydować, czy uśmiercimy jednego z braci, po tym, jak jesteśmy wciąż przez nich atakowani.

250px-CW_Georgie_Betrayed

Georgie Porgie – jego postać pochodzi z angielskiej rymowanki, w której chłopczyk o tym imieniu całuje dziewczynki i doprowadza je do płaczu, po czym ucieka, kiedy inni chłopcy wychodzą z domów się pobawić. W rymowance występuje (prawdopodobnie przede wszystkim dla rytmizacji) wyrażenie „Puddin’ and Pie”. W grze pod tą nazwą Georgie Porgie ma swój klub ze striptizem. W dalszej rozgrywce możemy zdecydować, w jaki sposób Georgie umrze.