Lalka, czyli może Łęcka nagle zmieni zdanie.

Wiem, że dużo osób słysząc o lekturach szkolnych już przewraca oczami i przecząco macha głową. O nie, moi państwo. Nie wszystkie kanoniczne książki są zardzewiałymi tomiskami, które nic nie wnoszą do życia młodego czytelnika i tylko odrzucają od dalszych doświadczeń z literaturą.

Stanisława Wokulskiego nie trzeba (mam nadzieję) przedstawiać. Kupiec, wywodzący się ze zubożałej szlachty i po uszy zakochany w pannie Łęckiej budzi w Warszawie powszechne zainteresowanie, oburzenie, a miejscami nawet zachwyt. Do swojego majątku doszedł, gdy wyjechał do Bułgarii i robił zaopatrzenia wojskowe. Zaryzykował, ponieważ przypominano mu, że dobrze prosperujący sklep, którego został właścicielem po śmierci żony,  nie jest jego zasługą, a wynikiem pracy dwóch pokoleń Minclów.

Nie mam zamiaru rozpisywać się, dlaczego z jednej strony był romantykiem, z drugiej zaś pozytywistą, bo tych oczywistości musiał wysłuchać każdy, kto uczęszczał do szkoły. Chcę za to przypomnieć, jak dowcipny w niektórych momentach był Prus, ale zanim napiszę o swoich ulubionych chwilach z tej książki chciałabym tylko wspomnieć, że Lalka nie jest efektem natchnienia a systematycznej pracy, jaką pisarz w nią włożył. Co więcej – książka miała być krótsza, ale wydawca zachęcił twórcę, żeby przedłużył ją i wtedy dodał do niej rozbudowany wątek miłosny z Łęcką. Dzięki Bogu za chciwych wydawców 😉

Pierwszy ukochany moment:

Izabela marzy, że Wokulski będzie przyjacielem ich rodziny. Szalenie w niej zakochany będzie spełniał jej zachcianki i uszanuje jej wybór co do przyszłego męża. A gdyby panna Izabela nagle zachorowała i umarła (tu Łęcka pozwala sobie na malutką łzę wypływająca z jej oka i chwilową żałobę po stracie takiej wspaniałej osoby) to z żalu nasz Stanisław by się zastrzelił na jej grobie. O nie, przepraszam, jako przyjaciel rodziny wiedziałby, jak wrażliwa jest panna Izabela i zastrzeliłby się dwa groby dalej, żeby nie pozostawić po sobie niesmaku.

Kolejny:

Suzin przyjeżdża do Wokulskiego i prosi go, żeby pojechał z nim do Paryża. Ten jednak czuje, że jeśli nagle wyjedzie straci wszystko, co osiągnął w relacjach z Łęcką i jeszcze ułatwi sprawę niektórym konkurentom. „List od kobiety?” – Suzin pyta. „Niech diabli wezmą te baby! Nie weszła do pokoju, ale sprawa jasna. Powąchasz i wiesz. Rzuciła urok na ciebie”. […] „Jesteś innym człowiekiem.  W głowie ci się pomieszało! […] Wielki pan! Ach, ty bezmyślny polski szlachcicu! To właśnie gubi Polaków. Dla was wszystko: handel, polityka, kobiety to sprawa serca. To głupota. Na wszystko trzeba mieć kieszeń, a serce, żeby cieszyć się z tego, co można kupić za pieniądze”.

Następny:

„Taktowne” pytanie, jakie zadał Ochocki Wokulskiemu. Chciał się dowiedzieć w jakim wieku mężczyźnie zaczyna, potocznie mówiąc, odbijać, że zamiast lubować się w wynalazkach, przejawia poważniejsze zainteresowanie kobietami.

Ostatni:

Łęcka pyta swojej ciotki i ojca, czy będą przyjmować u siebie Molinariego, który wielce pannę Izabelę fascynował. „Owszem”, odpowiada ojciec, „w przedpokoju”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: