Listy starego diabła do młodego, czyli co powinien przeczytać każdy świętoszek.

Mało jest książek, które w tak dobitny i jednocześnie bardzo subtelny sposób ukazują ludzką obłudę, którą widzimy na co dzień. Listy starego diabła do młodego bardzo szybko mogą wyprowadzić ortodoksyjnego katolika z równowagi, ponieważ autor, chowając się za maską Krętacza (tytułowego starego diabła), niezwykle łatwo wytyka, że pewne zachowania, tak typowe dla religii chrześcijańskiej, są najłatwiejszą drogą do wiecznego potępienia.

Krętacz jest stryjem Piołuna, który dopiero zaczyna karierę w kuszeniu śmiertelników. Choć czytelnik dowiaduje się jedynie tego, co stary diabeł pisze, doskonale orientujemy się w postępach i porażkach jego bratanka. Aby pozyskać duszę „pacjenta” podczas książki pojawia się wiele sprzyjających okazji – obłudna matka, towarzystwo świętoszkowatych katolików czy wybuch drugiej wojny światowej (która w książce jest nazwana wojną europejską) i nienawiść do Niemców. Niestety, takie uczucia jak czysta radość czy miłość są zagrożeniem dla działań diabła. Czy Piołunowi uda się przeciągnąć „pacjenta” na swoją stronę? Tego, oczywiście, Wam nie zdradzę.

Przy okazji, w tej powieści epistolarnej bardzo przypadło mi do gustu wyjaśnienie motywacji chęci pozyskania duszy człowieka. To nie nienawiść do Boga, ale niepohamowany głód, który trawi całe piekło. Pustka, którą odczuwają w trzewiach może być tylko przez chwilę wypełniona, kiedy zostaje pożarty człowiek. Jeśli zaś diabeł zawiedzie w swojej misji pozyskania ludzkiej duszy to jego czeka ta potworna śmierć, w ramach kary za nieudolność.

Wiem, że jeśli ktoś powie o C.S. Lewisie to od razu wszystkim kojarzy się on z Opowieściami z Narni i literaturą dla dzieci, ale mam nadzieję, że ta książka pomoże zmienić o nim myślenie, bo Listy… zdecydowanie nie są dla najmłodszych i mam pewne podejrzenia, że będę musiała jeszcze wrócić do tej książki, żeby zrozumieć ją tak dobrze, jak bym tego chciała.

Reklamy

Lalka, czyli może Łęcka nagle zmieni zdanie.

Wiem, że dużo osób słysząc o lekturach szkolnych już przewraca oczami i przecząco macha głową. O nie, moi państwo. Nie wszystkie kanoniczne książki są zardzewiałymi tomiskami, które nic nie wnoszą do życia młodego czytelnika i tylko odrzucają od dalszych doświadczeń z literaturą.

Stanisława Wokulskiego nie trzeba (mam nadzieję) przedstawiać. Kupiec, wywodzący się ze zubożałej szlachty i po uszy zakochany w pannie Łęckiej budzi w Warszawie powszechne zainteresowanie, oburzenie, a miejscami nawet zachwyt. Do swojego majątku doszedł, gdy wyjechał do Bułgarii i robił zaopatrzenia wojskowe. Zaryzykował, ponieważ przypominano mu, że dobrze prosperujący sklep, którego został właścicielem po śmierci żony,  nie jest jego zasługą, a wynikiem pracy dwóch pokoleń Minclów.

Nie mam zamiaru rozpisywać się, dlaczego z jednej strony był romantykiem, z drugiej zaś pozytywistą, bo tych oczywistości musiał wysłuchać każdy, kto uczęszczał do szkoły. Chcę za to przypomnieć, jak dowcipny w niektórych momentach był Prus, ale zanim napiszę o swoich ulubionych chwilach z tej książki chciałabym tylko wspomnieć, że Lalka nie jest efektem natchnienia a systematycznej pracy, jaką pisarz w nią włożył. Co więcej – książka miała być krótsza, ale wydawca zachęcił twórcę, żeby przedłużył ją i wtedy dodał do niej rozbudowany wątek miłosny z Łęcką. Dzięki Bogu za chciwych wydawców 😉

Pierwszy ukochany moment:

Izabela marzy, że Wokulski będzie przyjacielem ich rodziny. Szalenie w niej zakochany będzie spełniał jej zachcianki i uszanuje jej wybór co do przyszłego męża. A gdyby panna Izabela nagle zachorowała i umarła (tu Łęcka pozwala sobie na malutką łzę wypływająca z jej oka i chwilową żałobę po stracie takiej wspaniałej osoby) to z żalu nasz Stanisław by się zastrzelił na jej grobie. O nie, przepraszam, jako przyjaciel rodziny wiedziałby, jak wrażliwa jest panna Izabela i zastrzeliłby się dwa groby dalej, żeby nie pozostawić po sobie niesmaku.

Kolejny:

Suzin przyjeżdża do Wokulskiego i prosi go, żeby pojechał z nim do Paryża. Ten jednak czuje, że jeśli nagle wyjedzie straci wszystko, co osiągnął w relacjach z Łęcką i jeszcze ułatwi sprawę niektórym konkurentom. „List od kobiety?” – Suzin pyta. „Niech diabli wezmą te baby! Nie weszła do pokoju, ale sprawa jasna. Powąchasz i wiesz. Rzuciła urok na ciebie”. […] „Jesteś innym człowiekiem.  W głowie ci się pomieszało! […] Wielki pan! Ach, ty bezmyślny polski szlachcicu! To właśnie gubi Polaków. Dla was wszystko: handel, polityka, kobiety to sprawa serca. To głupota. Na wszystko trzeba mieć kieszeń, a serce, żeby cieszyć się z tego, co można kupić za pieniądze”.

Następny:

„Taktowne” pytanie, jakie zadał Ochocki Wokulskiemu. Chciał się dowiedzieć w jakim wieku mężczyźnie zaczyna, potocznie mówiąc, odbijać, że zamiast lubować się w wynalazkach, przejawia poważniejsze zainteresowanie kobietami.

Ostatni:

Łęcka pyta swojej ciotki i ojca, czy będą przyjmować u siebie Molinariego, który wielce pannę Izabelę fascynował. „Owszem”, odpowiada ojciec, „w przedpokoju”.

Eragon, czyli szybki sposób, żeby poczuć się staro.

Tytuł tego wpisu może być nieco mylący, więc od razu napiszę, że nie mam zamiaru stwierdzać, że Eragon jest książką infantylną. Z czystej ciekawości sprawdziłam, kiedy ta powieść została wydana w Polsce oraz kiedy miejsce miała ekranizacja i trochę się przeraziłam. Pamiętałam dość dobrze trailery, jakie puszczano w telewizji i zdawało mi się, że to było całkiem niedawno, a nie 8 lat temu.

Powieść Eragon z pewnością nie uniknęła przez lata porównywania jej do książek o Harrym Potterze, jednak ja bym się pokusiła o stwierdzenie, że to niezła seria książek, którą powinno się podsunąć dziecku na dalszym etapie życia (choć wielu z nas – w tym ja – dorastało jedynie wraz z bohaterami, których wymyśliła Rowling). Przyznać muszę, że postać Eragona okazała się dość rozczarowująca (daj Boże, żeby przyszłym pokoleniom też tak wszystko przychodziło z łatwością, jak temu chłopcu). Choć jest on zbyt idealny, zbyt zdolny, zbyt nierealistyczny to nie da się go nie darzyć sympatią.

Nasz protagonista jest sierotą. Wychowywany jest przez swojego wuja, któremu pomaga polując w niebezpiecznych miejscach, do których inni ani myślą się zbliżać. Tam też znajduje smocze jajo, które stanowi nie tylko wspaniały początek długiej przygody, ale też rozpoczyna serie znacznych problemów w życiu chłopca. Na szczęście opiekę nad nim przejmuje tajemniczy Brom, który uczy chłopaka wszystkiego, co będzie mu potrzebne w walce z nowym wrogiem. Ta relacja uczeń-mistrz obudziła u mnie ciepłe uczucie, ponieważ ja swoją mistrzynię musiałam w końcu pozostawić i ruszyć dalej.

Uważam, że to dobra powieść na wakacje – zabierze was w inny świat, doda otuchy, rozbawi i zasmuci (a w niektórych przypadkach może sprawić, że chwycicie się za głowę i załamiecie się nad upływem czasu). Polecam zwłaszcza tym, który chcą lekturowo-bestsellerowe zaległości w jakiś sposób nadrobić.

The Wolf Among Us a znane nam opowieści, cz. 1.

Przyszła mi do głowy ta analiza porównawcza już po pierwszym epizodzie TWAU, ponieważ zarówno moja praca licencjacka, jak i magisterska dotyczą baśni. Ta ostatnia ze szczególnym uwzględnieniem bada okrucieństwo występującego w opowieściach ludowych. Zanim jednak przejdę do porównywania, chcę nieco przybliżyć tym, którzy nie mieli okazji sięgnąć po tytuł The Wolf Among Us, o co w tej grze tak naprawdę chodzi. The Wolf Among Us to przygodówka stworzona przez studio TellTale Games, oparta o komiks Fables (w Polsce znanym pod tytułem Baśnie). Bohaterem, w którego wcielamy się podczas rozgrywki jest szeryf miasta Fabletown Bigby Wolf (Big Bad Wolf), którego większość zna choćby z Czerwonego Kapturka. Gra polega na odpowiednim prowadzeniu dialogów, przeszukiwaniu lokacji i rozwiązywaniu śledztwa. Ważnym elementem jest Urok (z gry Glamour), pozwalający utrzymywać ludzką postać i nie wzbudzać podejrzeń u zwykłych ludzi. Tym, którzy chcą zagrać w przygody Wilka ostrzegam, że dalsze słowa mogą zawierać spoilery.

Zdecydowałam, że te analizy będę publikować w częściach, ponieważ przez TWAU przewija się naprawdę wiele postaci, a chciałabym omówić ich znaczną większość. Z rozpoznaniem większości nie miałam problemu, jednak kilku bohaterów było mi kompletnie nieznanych, dopóki nie wyszperałam ich w książkach i internecie.

240px-ISC_Bigby_Butcher_ShopSzeryf Bigby – Wielki, zły wilk, którego można spotkać w baśniach takich jak Czerwony KapturekTrzy małe świnkiO wilku i siedmiu koźlątkach. W świecie gry pilnuje porządku w Fabletown i częściej chroni bohaterów baśniowych przed nimi samymi, niż przed zewnętrznymi zagrożeniami. W opowieściach braci Grimmów identyfikuje się go z jungowskim cieniem, mężczyzną, który jest zdolny wyrządzić dziewczętom krzywdę oraz ze zwierzęcą siłą. W grze cechy te nie są aż tak uwypuklone, jednak występują w niej nawiązania do tych identyfikacji, więc mimo swojego stanowiska stróża prawa, Bigby nie jest postacią specjalnie lubianą i szanowaną.

250px-ISC_Toad_Pawn_ShopToad (Ropuch) – z początku byłam przekonana, że to postać z Żabiego króla, jednak doszukałam się, że jego historia przedstawiona jest w książce O czym szumią wierzby Kennetha Grahame’a. Poznajemy go na samym początku, ponieważ to on zgłosił podejrzane zachowanie lokatora z góry. Z książki znany jest ze słomianego zapału i bogactwa. W grze wynajmuje mieszkania; ma też taksówkę, jednak nie stać go na Urok. Ma syna, Ropucha Juniora.

250px-ISC_Woody_Angry

Woodsman (Leśniczy, myśliwy) – wrogo nastawiony do Bigbiego i posiadający specjalną siekierę, która go unieszkodliwiła. W świecie Fabletown jest bankrutem, który często nadużywa alkoholu. Tęskni za dniami, w których był uznawany za bohatera, choć później przyznaje, że miał zamiar ograbić staruszkę i jej wnuczkę. W baśniach identyfikuje się go z animusem, psychologiczną męską siłą, którą powinna znaleźć w sobie kobieta w niebezpieczeństwie.

250px-FTH_Faith_StreetFaith (ang. Wiara, z baśni Wieloskórka lub Ośla skóra) – poznajemy ją jako prostytutkę, którą pobił Woodsman.  Jej historia okazuje się jedną ze smutniejszych – musiała uciekać przed ojcem, który chciał się z nią ożenić, bo tylko ona dorównywała urodą swojej zmarłej matce. W grze jest żoną księcia Lawrence’a, w baśni nigdy niestety nie poznajemy ani jej imienia, ani tym bardziej jej ukochanego, który uratował ją przed ojcem. Znalazłam do niej odniesienia, kiedy w grze pojawił się płaszcz uszyty m.in. z oślej skóry.

250px-ACM_Crane_EscortedIcabold Crane (Legenda o Sennej Kotlinie, film Jeździec bez głowy, gdzie jego rolę odgrywa Johnny Depp) – w opowiadaniu był młodym nauczycielem, który miał uczyć w szkole w Sleepy Hollow. Zakochał się on w córce farmera, Katarzynie Van Tessel, o której względy zabiegał także Brom Van Brunt. Od niego dowiadujemy się o Jeźdźcu bez głowy, w którego Crane nie wierzy. Później jednak okazuje się, że go spotkał i zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. W grze jest burmistrzem Fabletown, który nadużywa swojej władzy, traktuje swoją pracę niezwykle poważnie, jednak często ignoruje potrzeby mniej zamożnych obywateli.

250px-ISC_Snow_Office

Snow White (ang. Śnieżka) – Któż nie zna historii tej dziewczyny? Otruta przez swoją macochę zostaje uratowana przez pocałunek księcia (wersja Disneya, najbardziej rozpowszechniona)/przez sługę, który potknął się, a zatrute jabłko wyleciało z jej ust (wersja braci Grimm)/ zgwałcona przez księcia, który już był żonaty, ugryziona w sutek przez jedno ze swoich dzieci (wersja pierwotna). W grze sprawuje funkcję administracyjną i pomaga Bigbiemu w rozwiązywaniu śledztwa. Później okazuje się, że była główną bohaterką obsesji Crane’a.

250px-ISC_Bufkin_Mirror

Bufkin (Czarnoksiężnik z Krainy Oz) – w grze jest bibliotekarzem, który w wolnym czasie z chęcią sięga po butelkę. Nie znalazłam jednak poważniejszych odniesień do jego konkretnej postaci z Czarnoksiężnika, oprócz faktu, że jest on skrzydlatą małpą.

Na razie omówiłam tylko kilka postaci, które spotykamy w pierwszym epizodzie gry. Obiecuję, że omówienie kolejnych postaci powinno się niedługo pojawić. Tymczasem, z niecierpliwością czekam na swoją obronę magisterską, która odbędzie się już w poniedziałek, a dzień później – premiera ostatniego epizody The Wolf Among Us.