Imię wiatru, czyli (nie taki) krótki podręcznik hermetyka.

Wybaczcie nam proszę, że nie pisałyśmy nic od ponad miesiąca, ale zbliża się nerwowy okres na uczelni, który, mamy nadzieję, będzie miał swój finał w postaci dyplomów już w lipcu. Tymczasem zapraszam do lektury.

Imię wiatru prześladowało mnie od jakiegoś roku. Nie muszę mówić, że zanim zdobyłam tę powieść wielokrotnie zgrzytałam zębami, że nie ma jej w bibliotekach, a cena w księgarniach… cóż, o tym lepiej nie mówić, żeby nie psuć sobie humoru. Jak zwykle w takich sytuacjach skończyło się na czytaniu na telefonie, co akurat nie było tak wielką przeszkodą, jak podejrzewałam.

Rudowłosy mężczyzna, którego poznajemy w karczmie „Ostaniec” nosi wiele imion. Kote, Kvothe, Reshi, Bezkrwisty, Hermetyk, Królobójca. Wszystkie z nich mniej lub bardziej odzwierciedlają czyny, jakich dokonał podczas swojego życia. Być może do tej pory byłyby dla nas tajemnicą, gdyby nie Kronikarz, którego Kvothe uratował pewnej nocy przed śmiercią i zaprosił do swojej gospody. Aby w pełni opowiedzieć historię życia naszego bohatera potrzeba pełnych trzech dni.

Gdyby Imię wiatru opowiadało kolejną historię czyjegoś życia raczej odrzuciłabym ją z niejakim znudzeniem. Ale to opowieść nazw, opowieść wiązania ze sobą przedmiotów nawet własną krwią. To historia o tym, jak nauczyć się wypowiadać własne imię z mocą, jak nadać mu prawdziwe znaczenie.

Pewnie wiele osób zna to powiedzenie, że w życiu wystarczy przeczytać tylko dziesięć książek, ale potrzeba przebrnąć najpierw przez tysiące, żeby je odnaleźć. Czytając Imię wiatru czułam się tak, jakbym powoli zbliżała się do tej magicznej dziesiątki. Nie wierzycie? Przeczytajcie sami.

Reklamy
Comments
6 komentarzy to “Imię wiatru, czyli (nie taki) krótki podręcznik hermetyka.”
  1. zajeckicajec pisze:

    Mam na półce już dwie pierwsze części, sporo słyszałam, że to naprawdę cudowna książka 🙂

  2. Lolanta pisze:

    Jestem w trakcie czytania pierwszej czesci Kronik i jestem zachwycona.

  3. katagala pisze:

    Cholera, chyba naprawdę to przeczytam. Chciałabym, żeby moje książki były takie twórcze i wywierały na ludzi wpływ, opowiadały o czymś nietuzinkowym. Staram się to robić, ale czy to się udaje? Sama myślę, że tak, ale okaże się, jak więcej osób je przeczyta. Pozdrawiam 😉

    • eM eR pisze:

      Napisanie dobrej książki, niezależnie od tego, ile osób do niej dotrze, to już wielki sukces. Niesamowite jest jednak, jak wracając do swoich tekstów sprzed kilku lat widzę zmianę w sposobie własnego myślenia.

      • katagala pisze:

        O, na pewno! Ja widzę zmiany, nawet gdy czytam teksty po paru miesiącach czy tygodniach. I chyba się cieszę, że następują we mnie wewnętrzne zmiany.

Trackbacks
Check out what others are saying...
  1. […] wcześniej nie słyszałam o tej książce, odkryłam niejako przypadkiem, dzięki blogowi Książkowe Medytacje. Już ta krótka recenzja przykuła moją uwagę na tyle, by zgłębić temat, zaczęłam więc od […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: