Gra Endera, czyli jakie to szczęście, że dzieci najczęściej nie są geniuszami.

Jestem wśród znajomych znana z tego, że moim ulubionym cytatem są słowa Freuda: „Dzieci nie są zwyczajnie złośliwe, są po prostu złe”. Cóż, Gra Endera przy całej swojej niebanalnie wykreowanej rzeczywistości i niesamowicie wartkiej akcji pogłębiła jeszcze bardziej moją pedofobię (lęk przed dziećmi), ponieważ oprócz oczywistego pojawiania się dzieci w książce Carda jest jeszcze jeden element, który nie daje mi spokoju – ci mali ludzie są mądrzy, sprytni i potrafią z powodzeniem manipulować poglądami dorosłych.

Gra Endera opowiada o dalekiej przyszłości, w której ludzkość jest zagrożona zagładą ze strony… kosmicznych robali (kulawe tłumaczenie może tutaj bardzo zniechęcić). Książka wciąga nie tylko ze względu na tytułowego bohatera, ale też z powodu tego, co wyrabia jego rodzeństwo, a co w mojej opinii jest dużo ciekawszym wątkiem, niż zmagania samego Endera.

Rzeczywistość, w jakiej toczy się powieść, nie przedstawia się zbyt kolorowo. Ci, którzy pragną, mogą posiadać tylko dwójkę dzieci – żeby mieć więcej, muszą się o pozwolenie specjalnie ubiegać. Andrew „Ender” Wiggin jest trzecim dzieckiem swoich rodziców, stąd pokładają w nim wielkie nadzieje. Dzięki swoim niezaprzeczalnym zdolnościom zostaje wysłany do Szkoły Bojowej, w której (no, jakże by inaczej?) zostaje najlepszym uczniem.

Niestety nawet George Martin nie pastwi się w tak dziwaczny sposób nad postaciami ze swoich książek, jak robi to Card, bo o ile trup nie ściele się gęsto, to Andrew ma duży potencjał do zostania męczennikiem. I to średniej klasy.  Dlaczego? Na każdym kroku wszyscy zazdroszczą mu umiejętności i przyszłej kariery w postaci dowódcy floty, stąd starają się sabotować jego wszystkie ruchy. Jego brat jest psychopatą i grozi, że go zabije, kiedy nie będzie się tego po nim spodziewać. Nauczyciele ze Szkoły Bojowej traktują go jako cudowne dziecko i stawiają przed nim zadania, jakich nikt dotychczas nie otrzymał. Jednym zdaniem: Ender, Mesjasz Kosmosu, kocha i cierpi za miliony (które go nienawidzą).

Za sci-fi nie przepadam, jak wielokrotnie zaznaczałam, ale staram się z całego serca swoje uprzedzenia spychać na bok. Sądzę, że Gra Endera trochę mnie przekonała, jednak to wciąż nie jest książka, która okazałaby się dla mnie objawieniem tego gatunku.

Reklamy
Comments
2 komentarze to “Gra Endera, czyli jakie to szczęście, że dzieci najczęściej nie są geniuszami.”
  1. Bombeletta pisze:

    „Gra Endera” – absolutna klasyka 🙂

  2. Nigdy nie wpadła jakoś w moje ręce. Trzeba będzie w końcu to kiedyś nadrobić 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: