Podsumowania nie muszą być sentymentalne.

Oto kończy się przedziwny rok 2013 i kończy się także szósty miesiąc, odkąd powstał ten blog a moim, nazwijmy to, przywilejem jest jakoś zebrać to wszystko w całość, jakoś określić to, co działo się nie tylko tutaj, ale i w świecie książek. Oto kluczowe punkty, które jakoś na mnie wpłynęły podczas tego roku i które są także rodzajem postanowień:

1. Zamknięto Empik na krakowskim Rynku, więc w Matrasie zrobiła się czytelnicza rzeźnia.

2. Nagroda im. Wisławy Szymborskiej została przyznana osobom, które niezbyt dobrze radzą sobie z językiem i poezją.

3. Morfina Twardocha nie dostała Nagrody Nike, co uważam za sukces.

4.  Zaczęłam studia podyplomowe, po skończeniu których będę miała uprawnienia, żeby uczyć obcokrajowców naszego pięknego języka ojczystego.

5. Prośba promotorki o przyniesienie ulubionej książki na seminarium wprawiła mnie w konsternację, bo nie mogłam się zdecydować (i dalej nie potrafię).

6. Kot bez głowy jest po lekturze Człowieka ilustrowanego, więc polecam się do niej uśmiechać, żeby podzieliła się swoimi wrażeniami z lektury.

7. Redaktor naczelna portalu Efantastyka.pl nieźle przyjęła moją recenzję, więc jestem bardzo zadowolona.

8. Planuję zdyscyplinowanie się, żeby zamieszczać częściej recenzje i zrobić to samo z Kotem bez głowy.

9. Obiecuję się nie zniechęcać do książek tak, jak robiłam to niedawno.

10. Zorganizuję zakłady bukmacherskie z motywem przewodnim „Która sieć księgarni upadnie najszybciej albo zostanie wykupiona przez większą”.

Reklamy

Karaluchy, czyli jak audiobook może sprawić, że Borys Szyc przestanie irytować.

Jak pewnie pamiętacie, nie jestem zbyt wielką zwolenniczką kryminałów, ponieważ stanowią one dla mnie książki-jednorazówki, ale… chyba znalazłam powieść z tego gatunku, która nie tylko dała mi satysfakcję, ale i zachęciła do ponownej lektury. A raczej odsłuchania.

Sama lista aktorów, którzy czytają Karaluchy Jo Nesbo już zachęca, żeby się tą pozycją zainteresować (Borys Szyc, Bogusław Linda, Danuta Stenka i Magdalena Cielecka), jednak jest coś niesamowitego w sposobie pisania Skandynawów, że człowiek nie tylko jest całkowicie zaabsorbowany fabułą, ale czuje przyjemny dreszczyk emocji. Zachęcające jest też miejsce akcji powieści, bo nie są to standardowo Stany, ani piękne, skandynawskie krajobrazy, ale… Tajlandia!

Główny bohater, Harry Hole (Borys Szyc), policjant i alkoholik (to jedyna wada, że postaci skandynawskich kryminałów nagminnie zaglądają do kieliszka, więc ma się wrażenie, że w Norwegii trzeba mieć dyplom z nałogowego picia, żeby zostać dobrym śledczym), wyrusza do Tajlandii, żeby rozwikłać tajemnicę zabójstwa ambasadora. Kto jest mordercą i co skłoniło go do popełnienia zbrodni? Czy Hole został wytypowany do wyjazdu z powodu swoich umiejętności, czy też raczej z powodu picia, które skutecznie utrudniłoby poznanie prawdy…

Autor świetnie radzi sobie z oddaniem upalnego klimatu oraz tłoku, jakie panują w Bangkoku i, co najważniejsze, daje szansę czytelnikowi wspólnie z protagonistą rozwiązać zagadkę morderstwa. Pierwszy raz udało mi się nie tyle zgadnąć, co domyślić się, kto zbrodnię popełnił a przy tym nie zepsuć sobie przyjemności z lektury. Tego nie dokonała w moim przypadku nawet Agatha Christie, więc czapki z głów! Wyjątkowo polecam.

Zwiadowcy, czyli dawać mi następne części, bo kac książkowy mnie zabija!

Pewnie fani tej serii powiedzą mi, że Ameryki tą recenzją nie odkryję, ale uznałam, że muszę się podzielić swoją opinią przede wszystkim z tymi, którzy nie sięgnęli po Zwiadowców. Sama kupiłam tę książkę pod wpływem chwili i polecenia przez znajomą, ale nigdy wcześniej o tej serii nie słyszałam.

Przed piętnastoletnim Willem wielki dzień. Dowie się on, czy ziszczą się jego marzenia o wstąpieniu do Szkoły Rycerskiej i dorównaniu bohaterskiemu ojcu, którego czyny znane są mu z opowieści. Chłopiec nie jest jednak pewien, czy jakikolwiek mistrz zgodzi się mieć takiego czeladnika, jak on. Jeśli nikt nie przyjmie go na naukę młodzieńca czeka niezbyt kolorowe życie – dożywotnia praca na roli. Również zdolności Willa nie są typowe dla rycerza – nie jest zbyt silny, ale za to niezwykle zręczny, szybki i ciekawski. Umiejętności chłopca nie umykają uwadze Halta, jednego z najlepszych Zwiadowców w kraju, więc być może istnieje dla niego  inna ścieżka, niż wymarzona kariera rębacza…

Gdybym miała dzieci, czytałabym im Zwiadowców zamiast Harry’ego Pottera, bo ta książka pokazałaby im, jak wiele znaczą takie wartości, jak przyjaźń czy dobro i jak ważne jest, żeby robić to, w czym się człowiek najlepiej sprawdza, a nie to, czego się od niego oczekuje. No i najważniejsze – nie musisz urodzić się kimś niezwykłym, żeby kimś takim się stać.