Literatura zagłady, czyli jak sprawić, żeby młody człowiek nigdy więcej nie chciał czytać o Holokauście.

Mam taką przypadłość, że jeśli książka porusza nawet w najmniejszym stopniu tematykę Holokaustu czy drugiej wojny światowej od razu negatywnie się do niej nastawiam. Dlaczego? No cóż, jeśli ktoś mi powie, że po tylu przeczytanych lekturach w liceum dotyczących literatury zagłady, nie miał chociaż momentu, że czuł nudności na myśl o książkach tego typu, to po prostu nie uwierzę. Dla mnie to był czas, kiedy powiedziałam stanowczo, że już nie będę czytać Borowskiego, Grudzińskiego, Różewicza i innych. Dlaczego? Bo powtarzanie w kółko tego tematu nie sprawi, że zło zostanie naprawione.

Od razu chcę zaznaczyć, że w moich przemyśleniach nie padnie zdanie „ta literatura jest kompletnie niepotrzebna w liście lektur szkolnych”. Oczywiście, że jest potrzebna, bo to nasza pamięć, tożsamość i przestroga przed podobnymi sytuacjami. Mam tylko jeden warunek. Nie może być jej na taką skalę, nie „hurtowo”, bo zamiast pamiętać, uczymy się znieczulenia. Medaliony czy Zdążyć przed Panem Bogiem kiedyś wywoływały u mnie łzy żalu, złości i poczucia niesprawiedliwości. Dzisiaj, oprócz tego, że znam ich treść na pamięć, wywołują u mnie głębokie westchnienie, bynajmniej nie z powodu wzruszenia. Co mi zrobił system szkolnictwa polskiego? Sprawił, że już nie chcę słyszeć o Holokauście, o drugiej wojnie światowej, o tym jak komuś było w obozie albo jak teraz żyje z „piętnem ocalonego”. Nie chcę o tym słyszeć, bo przez całą szkołę mówi nam się o niesprawiedliwości, jaka spotkała Polskę i tych ludzi, a nie pozwala nam się spojrzeć do przodu. Ciągłe oglądanie się za siebie, ciągle powtarzanie, że nie wolno do tego ponownie dopuścić, wycieczki do obozu Auschwitz i Birkenau w gimnazjum…

Nie znieczulajmy młodych umysłów poprzez bombardowanie ich okrucieństwami historii w sposób hurtowy, powielany i jednostronny. Tę literaturę należy czytać, dyskutować na jej temat, ale nie podręcznikowo omawiać, bo w przeciwieństwie do innych dzieł literackich, to nie była fikcja, więc nie zasługuje na to, żeby ją jak wymysł traktować.

Z muzeum w Oświęcimiu pamiętam tylko jedno. Salę wypełnioną tonami obciętych włosów i przenikliwy smród, który tam panował. To był zapach śmierci.

Reklamy
Comments
One Response to “Literatura zagłady, czyli jak sprawić, żeby młody człowiek nigdy więcej nie chciał czytać o Holokauście.”
  1. Mam dokładnie to samo wspomnienie plus sala pełna butów. I tę samą awersję do literatury z tego okresu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: