Życie Pi, czyli jak przeżyć na morzu siedem miesięcy w towarzystwie tygrysa.

Przyznam szczerze, że spodziewałam się trochę więcej po tej książce, aczkolwiek, jak wiele powieści, status powszechnie rozpoznawanej zyskała sobie dopiero po swojej ekranizacji, co powinno mnie skłonić do większej ostrożności i nieco mniejszego entuzjazmu podczas sięgania po to dziecko Martela.

Książka podzielona jest na trzy części, z których każda przedstawia wydarzenia z życia tytułowej postaci. Pierwsza część to opowieść młodzieńczych lat Pi, które spędza w Indiach, pomagając w ogrodzie zoologicznym swojego ojca. Przedstawia fantastyczną perspektywę, dlaczego zoo, odpowiednio prowadzone, jest świetnym miejscem dla zwierząt. Druga dotyczy siedmiu miesięcy na morzu w towarzystwie tygrysa bengalskiego – Richarda Parkera i opisuje przede wszystkim monotonię, głód, pragnienie i kilka sposób na zdominowanie dzikiego zwierzęcia. Trzecia część to historia ocalenia, a także alternatywna historia, nieco bardziej prawdopodobna, jednak opowiadana z dużą ilością sarkazmu.

Czy warto przeczytać tę książkę? Tak. Dzięki niej na pewno nauczysz się, jak radzić sobie na środku oceanu. Niestety, kocham powieści trzymające w napięciu, ściskające za gardło, sprawiające, że masz ochotę tłuc się lekturą po głowie, powtarzając: „Niemożliwe!”, a Życie Pi jest dla mnie… – z całym szacunkiem dla autora – trochę nudnawe. Niemniej, czytelnika wymagającego trochę mniejszych wrażeń powieść ta z pewnością usatysfakcjonuje. Ja czuję niedosyt, bo autor na samym początku psuje nam przyjemność, podkreślając w narracji, że główny bohater ocaleje. Po mojemu – kiepska inwestycja, która upoważnia czytelnika do nieprzywiązywania pełnej uwagi do treści.

Reklamy
Comments
3 Komentarze to “Życie Pi, czyli jak przeżyć na morzu siedem miesięcy w towarzystwie tygrysa.”
  1. Dobry Jan pisze:

    W szczególnym napięciu nie trzyma, to fakt. Ale chyba też nie o to szło. Swoją drogą jeśli chodzi o kwestie typu przetrwanie na morzu lub w podobnych opresjach, to (poza Verne’em, który był moim pierwszym nauczycielem) bardzo miło z dzieciństwa wspominam „Na samotnym atolu” – Robinson to miał klawe życie przy bohaterze tej książki 😉

    • eM eR pisze:

      Już w zasadzie po przeczytaniu przygód pana Crusoe stwierdziłam, że niespecjalnie lubię książki poruszające temat przetrwania. Pewnie dlatego, że samej mi by się nie udało przeżyć nawet godziny w ciężkich warunkach, biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś prawie udusiłam się własną śliną 😉

  2. palanee pisze:

    Kilka lat temu podchodziłam do książki dwukrotnie – i za każdym razem nie dotarłam nawet do momentu, gdy główny bohater dryfował po oceanie. I w sumie nie wiem czemu, ale chyba nastawiłam się na porywającą książkę (przeczytałam wiele bardzo pozytywnych opinii), a tu ciężko mi było przebrnąć przez pierwsze strony… Tym bardziej jestem zaskoczona, bo uwielbiam tego typu książki. Ale jak widać w swym rozczarowaniu nie byłam osamotniona 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: