Rzecz o kryminałach, czyli poszukiwania książki doskonałej.

Kryminały to dość specyficzny gatunek książek, który definiuję jednym słowem – jednorazowość, ponieważ nie spotkałam się jeszcze z kryminałem, z którego czerpałabym radość podczas ponownej lektury. Z tego też względu nie kupuję pozycji z tego gatunku. Posiadam dwie, z czego jedną dostałam od portalu Biblionetka.pl za niezbyt pochlebną recenzję książki Szczepańskiego. I to by było tyle, jeśli chodzi o mój szalony, kryminalny dobytek.

Mam jeszcze jedną cechę, która dyskwalifikuje mnie jako porządnego czytelnika literatury detektywistycznej – fatalnie obstawiam morderców. Chyba nigdy nie udało mi się zgadnąć, kto zabija/kradnie/gwałci/wsuwa liściki pod drzwi i przyznaję, że to dla mnie niezwykle frustrujące. Mimo tych wątpliwych czytelniczych predyspozycji, literatura kryminalna czytana jest przeze mnie w podobnych ilościach, co fantastyka. Czyli znacznych.

Niestety, nikt mnie nie przekona, że poza bibliotekami ktokolwiek powinien literaturę kryminalną kupować, no chyba, że znajdzie mi tak genialną książkę, że odszczekam to, co teraz napisałam. Czytałam Agathę Christie, Conan Doyle’a, Mankella, Larsona, jedną książkę Wrońskiego (i na tym pozostanie) i zaczynam przygodę z Krajewskim, ale na razie żadna z przeczytanych przeze mnie lektur nie wywalczyła sobie prawa do znalezienia się na mojej półce obok innych zakupionych książek. Czekam zatem na wasze propozycje. I obiecuję odszczekać swoją tezę o jednorazowości i kupowaniu kryminałów, jeśli tylko dacie mi dzieło literatury kryminalnej, które powali mnie na kolana i sprawi, że  z radości eksploduje mi mózg.

eM eR.

Reklamy
Comments
6 komentarzy to “Rzecz o kryminałach, czyli poszukiwania książki doskonałej.”
  1. Dobry Jan pisze:

    O, to zależy od tego, jak definiujesz kryminał. Jeśli to tylko proste konstrukcyjnie powieści detektywistyczne (zbrodnia, szukamy winnego,ewentualnie trochę wtrętów o trudnym życiu i byłej żonie detektywa ;)), to pewnie jak mówisz – jednorazówki. Ale np. „Imię róży” nazwałbym również kryminałem, a przecież czyta się to nie tylko po to, by dowiedzieć się „kto zabił”.

    • eM eR pisze:

      „Imienia róży” nie nazwałabym tradycyjnym kryminałem, ale z pewnością elementy takiej literatury posiada. Chodzi mi bardziej o stricte kryminał/powieść detektywistyczną.

      • Dobry Jan pisze:

        No to właśnie kwestia co rozumiemy przez „tradycyjny/stricte kryminał” – to bardzo pojemny gatunek. Mam wrażenie, że diablo często ludzie nazywają tak wyłącznie powieść detektywistyczną, a formalnie jest tam masa podgatunków. A patrząc na przykłady na http://pl.wikipedia.org/wiki/Powie%C5%9B%C4%87_kryminalna to prędzej „Imię róży” (gdzie wszystko jest utkane na trzonie z motywu morderstwa i dochodzeniu) jest powieścią detektywistyczną, niż np. „Ojciec chrzestny”.
        A do powtórek z detektywistycznej to nie umiem przekonać. O ile ktoś nie czuje np. sympatii do bohaterów i nie chce z nimi obcować ponownie albo nie zajmuje się analizą gatunku, to po przeczytaniu ma już wyłożone karty na stole.

  2. eM eR pisze:

    No ja właśnie marzę, żeby był taki najzwyklejszy kryminał typu Christie/Doyle, do którego wróci się dla samej książki, czy sposobu pisania. I czekam dalej, czy ktoś rzuci mi rękawicę pod nogi 😉

    • A ja lubiłem czytać powieści A. Christie dwa razy – pierwszy raz aby odgadnąć, kto zabił, a drugi aby zobaczyć w jaki sposób autorka ukryła zamaskowane informacje w meandrach fabuły i konstrukcji samej narracji. Aczkolwiek możliwe, że to jakieś skrzywienie zawodowe skłoniło mnie do aż tak dokładnych analiz (także jestem filologiem). Jednakże przyznam, że czytało mi się całkiem przyjemnie zarówno za pierwszym jak i za drugim razem. 🙂

  3. Agatha Christie – to jest chyba jedyna autorka, którą lubię w kryminałach. Nie wiem, czy do kryminałów się nie wraca, bo ja rzadko wracam do jakichkolwiek książek. Mój chłopak się śmieje, że niepotrzebnie wydaję pieniądze na książki, których już więcej nie przeczytam.

    Natomiast odgadnięcia, kto jest mordercą – też mi się nigdy chyba nie udało. Ale… to tylko znaczy o tym, że książka była dobra. (Proszę, nie pisz, że jest inaczej. :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: