Trucicielka, czyli jak autor stawał się swoją postacią literacką.

Trucicielka i inne opowiadania to cztery opowieści, w których największą uwagę autor skupia na tych ciemnych uczuciach, które każdy człowiek w sobie nosi. Tytułowe opowiadanie opowiada o starszej kobiecie, podejrzewanej o otrucie swoich trzech mężów. Jej postawa niesłusznie oskarżonej ofiary zmienia się, gdy do ich parafii trafia młody i niewinny proboszcz. Marie zaczyna darzyć go intensywnym uczuciem i marzy, żeby zajmował się tylko nią. Postanawia przyznać się przed księdzem do zarzucanych jej zbrodni. Nie robi tego jednak z powodu skruchy, ale dlatego, żeby zajmować całą uwagę proboszcza…

To tylko jedna z czterech historii, które daje nam Schmitt. Dla mnie najistotniejszą rzeczą w tej książce był jednak dziennik pisarza, zawarty na końcu. Opowiada on, jak historie powoli kiełkują w jego umyśle, jak przejmuje on cechy swoich bohaterów, stając się nagle opryskliwym i ponurym mężczyzną. Zamiast przypraw w kuchni widzi fiolki z trucizną, a kiedy nikomu do posiłku nie dodaje nic zabójczego, jest tym faktem prawdziwie rozczarowany. Kiedy pisałam, czasami przejmowałam niepokój czy myśli tworzonych przeze mnie postaci, więc wiem, z czym zmagał się autor podczas twórczego procesu.

Niektóre książki mają tę niesamowitą siłę, że oprócz przenoszenia nas w świat przedstawiony, potrafią na dodatek wlać w nas niektóre cechy bohaterów. Nie zawsze są to cechy pożądane, ale im lepiej autorowi wychodzi takie spajanie czytelnika z postaciami, tym większa przyjemność z czytania, chociaż czasem trudno się z tych emocji i wrażeń otrząsnąć. Czy Trucicielka to taka książka? Jak najbardziej. Ale tak na wszelki wypadek – nie polecajcie jej swoim wrogom, jeśli… życie wam miłe 😉

eM eR

Reklamy
Comments
6 Komentarzy to “Trucicielka, czyli jak autor stawał się swoją postacią literacką.”
  1. Tigerlily pisze:

    Faktycznie mnie też najbardziej zainteresował dziennik pisarza w „Trucicielce”. A teraz pytanie z innej beczki – blisko jakiego gatunku piszesz? Można Cię gdzieś poczytać, czy raczej chowasz się w szufladzie?

    • eM eR pisze:

      Najbliżej mi chyba do fantasy. Niestety, na razie nie mam się czym po chwalić, bo wszystko leży nieskończone i kwiczy 😉

      • Tigerlily pisze:

        W takim razie jak już zabłyśniesz, to powiadom czytelników bloga stosownym linkiem 🙂 Bo piszesz fajnie, ale wiadomo, że pisanie o czymś, a własna twórczość, to jednak różnica. W każdym razie ciekawa jestem, co tam Ci się w głowie urodziło 😉

      • eM eR pisze:

        Dziękuję za zainteresowanie. Nie omieszkam powiadomić 🙂

  2. Lubię E.E. Schmitta za „Ewangelie wg Piłata”. Natomiast próbowałam sięgnąć po inne książki… i, trochę mi to nie wyszło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: