Pilipiuk vs. Pratchett, czyli władcy antybohaterów.

Zacznę od tego, że żadnemu z tych panów pierwszeństwa przypisywać nie będę, ponieważ byłoby to bezcelowe. Zastanawia mnie natomiast nagonka, jaką fani jednego pisarza raczą fanów drugiego.

Andrzej Pilipiuk, autor takich powieści jak Norweski dziennik, cyklu Kuzynki czy wreszcie, chyba najbardziej lubianego, cyklu o Jakubie Wędrowyczu, któremu zarzuca się często, że pisze stricte dla pieniędzy, a poziom jego książek od kilku lat nieustannie spada. Wziąć pod uwagę muszę przynajmniej ostatni argument, ponieważ dowcip, który dostrzegałam w Kronikach Jakuba Wędrowycza uległ stępieniu w ostatnio czytanym przeze mnie Homo bimbrownikusie. Biorąc jednak pod uwagę, z jaką szybkością Pilipiuk płodzi swoje powieści, jestem pod wrażeniem, że posiadają logiczny sens. Legenda głosi, że Wielki Grafoman (jak sam siebie nazywa w Kuzynkach) napisał książkę w śmiesznie krótkim czasie – jakieś 12-14 dni. Niestety, Oko jelenia czy Wampir z m3 mojej sympatii sobie nie zdobyły i niechętnie przyznaję, że były swego rodzaju męczące, chociaż – gdzieś tam można w nich wyczuć starego Pilipiuka, do którego niekiedy wracam.

Sir Terry Pratchett znany jest mi głównie z cyklu Świat Dysku, do którego byłam bardzo sceptycznie nastawiona, dzięki kilku Pilipiukczykom. Pratchettyzm to jednak nurt silniejszy, ponieważ międzynarodowy, więc w końcu uległam i byłam mile zaskoczona. Nie rozumiem jednak, czemu nieustannie tych panów się porównuje, ponieważ Sir Pratchett ma ogromne poczucie humoru, ale bardzo specyficzne. Czasami wybuchasz przy jego książkach salwami śmiechu, w większości przypadków jednak jest to cichy chichot, jakbyś coś zmalował i uszło ci to na sucho.

Drodzy Pilipiukczycy i wyznawcy Pratchettyzmu – cenię waszych guru ds. fantasy, ale nie zaszkodzi Wam, jeśli się przełamiecie do drugiego twórcy. Pilipiuk pisze tylko wyłącznie dla pieniędzy? Nawet jeśli, to wytykacie mu to tylko z zazdrości, bo niewielu twórców może sobie pozwolić na życie z samego pisania w naszym wspaniałym kraju. A obu panom – życzę niekończących się pomysłów i radości pisania.

(Na zdjęciu pan Andrzej Pilipiuk. Niestety, mojego ulubionego zdjęcia z siekierą nie udało mi się znaleźć)

Reklamy
Comments
2 Komentarze to “Pilipiuk vs. Pratchett, czyli władcy antybohaterów.”
  1. mało oryginalna pisze:

    Pilipiuk nigdy mnie nie zachęcał, wychodzę z założenia, że jak ktoś ma powieści 1500 to znaczy, że coś tutaj nie gra i lepiej w ogóle tego nie czytać. A z Pratchettem mam inny problem, po prostu nie mam czasu na wszystkie części świata dysku… :C Ale też nie rozumiem porównania, bo przecież Pratchett tworzy kompletnie inny świat, z tego co się orientuje, niż światy Pilipiuka…

    • eM eR pisze:

      Właśnie, ale gdziekolwiek powiem, kiedy słyszę, że ktoś lubi fantasy pytam, czy czytał Pilipiuka – w odpowiedzi słyszę, że on czyta Pratchetta, bo jest lepszy, a Pilipiuk to komercha i zuo. Jest inny, ale czy na pewno można mówić w ich przypadku o kategoriach lepszy/gorszy? Nie sądzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: