Po słowiczej podłodze, czyli miniatura Japonii.

Z powodu podróży Umberto Eco musi zaczekać na swoją kolej, ponieważ Tajemniczy płomień do najlżejszych książek nie należy (zarówno jeśli idzie o gabaryty, jak i o styl pisania).

Zamiast tego przypadkowo w moje ręce trafiła powieść Lian Hearn Po słowiczej podłodze i muszę przyznać, że jest to lektura, która od pierwszych przeczytanych stron zyskała moją sympatię. Muszę jednak nadmienić, że nie jest to wielkie arcydzieło, a porównywanie tego utworu z Wiedźminem Sapkowskiego, jak sugeruje nierozważnie tylna strona okładki, jest sporym nadużyciem, niemniej sądzę, że miłośnik fantasy, którego fascynuje kultura japońska z pewnością przeczytania Po słowiczej podłodze żałować nie będzie.

Zaznaczyć trzeba, że akcja książki w rzeczywistej Japonii się nie dzieje, zdaje się, że tylko dwie miejscowości wymienione w powieści faktycznie istnieją w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie zmienia to jednak faktu, że cała książka jest dla tego kraju i jego kultury ukłonem pełnym szacunku.

Po słowiczej podłodze to pierwsza część opowieści o rodzie Otori. Główny bohater, Tomasu aka Takeo, zostaje wplątany w wojnę klanów o dominację w kraju. Ponieważ jego rodzina została brutalnie zamordowana, a on sam zawdzięcza życie Otori Shigeru-san (dla mniej wtajemniczonych w japońską etykietę – zazwyczaj na początku wymienia się nazwisko, później imię danej osoby, zaś końcówka „-san” odpowiada naszemu polskiemu „pan/pani”), więc poprzysięga służyć do końca własnych dni klanowi Otori. Jak można przypuszczać, okazuje się, że Takeo nie jest tylko zwykłą sierotą, ale potomkiem jednego z członków Plemienia, które swoimi zdolnościami fizycznymi przewyższa zwykłych śmiertelników…

Czy przeczytam kolejne części? Tak, ale musi minąć trochę czasu, a przede wszystkim winien osłabnąć mój entuzjazm wywołany literaturą Feliksa W. Kresa, ponieważ bez tego znów czekają mnie długie miesiące, kiedy z obrzydzeniem będę odkładać na półkę coraz to inne książki fantasy, myśląc „To Kresowi nie dorównuje”.

Reklamy
Comments
6 Komentarzy to “Po słowiczej podłodze, czyli miniatura Japonii.”
  1. Tigerlily pisze:

    Porównanie do „Wiedźmina” jakiejkolwiek książki byłoby pewnie nadużyciem. A „Opowieści rodu Otori” planuję od niedawna. Widzę, że krążysz wokół fantastyki, więc jeśli mogę coś polecić, to mnie zauroczyły książki Iana R. MacLeoda… Jeśli kiedyś przypadkiem wpadną Ci w ręce, to nie wyrzucaj 🙂

  2. missfeather pisze:

    Opisy na okładkach charakteryzują się tym, że często nijak się mają do treści (chociażby opis „Dopóki mamy twarze” C.S.Lewisa). A opowieści o Otori polecam 🙂

  3. Zgred pisze:

    Polecam cały cykl. Z czystym sumieniem. Choć – faktycznie – „Wiedźmin” to to nie jest, ale czyta się bardzo dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: