Północna granica, czyli o końcu mojej przygody z szukaniem dobrego fantasy.

Wiem, że w następnej kolejności miał być Król Bezmiarów, ale postanowiłam nie zwlekać tak długo z kolejnymi przemyśleniami i w pewnym sensie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Zarówno Północna granica, jak i Król Bezmiarów są genialnymi wytworami Feliksa W. Kresa, laureata nagrody im. Janusza Zajdla. Książki te pochodzą z jego najpopularniejszego cyklu zwanego Cyklem Szererskim albo Księgą Całości

Przyznaję, że od dłuższego czasu brakowało mi jakiegoś dobrego fantasy, bo przeczytałam te Kańtoch, Piekary, Sapkowskich i nawet wróciłam do przygód mrocznego elfa Salvatore’a (nie wspominając o cudownej sadze Smoczej Lancy, która uczyniła mnie tym, kim jestem dzisiaj).

Szczęśliwy traf chciał, że akurat znalazłam w bibliotece pierwszy tom Cyklu Szererskiego i skuszona faktem, że Kres trzyma na zdjęciu okładkowym kota w swoich rękach, stwierdziłam, że złym autorem być nie może. I tak oto zaczęła się moja wielka miłość.

Tak szczerze, nie mam pojęcia, co jest takiego w tej książce, że nie chce się jej zostawić w spokoju. Może styl, może dość innowacyjny pomysł na stworzenie własnej rzeczywistości, a może to, że trzeba cały czas się skupiać, bo bardzo łatwo się zgubić w zawiłych zasadach rządzących Szererem.

Tytułowa północna granica znajduje się na obrzeżach Szereru i jest siedliskiem nieustannych walk między Imperium ludzi, a człekopodobnymi stworzeniami – Alerami. Brzmi banalnie, ale jeśli ktoś lubi fantastykę będzie zdziwiony, jak bardzo ta książka różni się od innych, a jednocześnie, jak potrafi w sobie zawrzeć wszystko, czego się od dobrej fantastyki oczekuje.

Wbrew moim wcześniejszym podejrzeniom Król Bezmiarów nie jest kontynuacją losów tych samych bohaterów, bo oto mamy do czynienia z powieścią piracką. Ale i to jaką! Można powiedzieć, że Kres trochę w tym, co robi ze swoimi bohaterami przypomina George’a Martina – nie szczędzi im życiowych katastrof, ale za to nie morduje na tak szeroką skalę. Efekt? Przynajmniej nie jestem przerażona perspektywą przewrócenia kartki.

Zatem, jeśli ktoś jeszcze nie odkrył Feliksa Kresa, a ma silną potrzebę przeczytania jakiegoś dobrego fantasy to Północna granica będzie moją odpowiedzią. Zawsze.

Reklamy
Comments
4 Komentarze to “Północna granica, czyli o końcu mojej przygody z szukaniem dobrego fantasy.”
  1. zajeckicajec pisze:

    Gdyby nie to, że wczoraj obiecałam sobie, że nie rozpoczynam kupowania nowych serii, dopóki nie skompletuje książek, które mi brakują… Pewnie bym już leciała do księgarni, bo taką mam słabość do fantasy, które ktoś poleca 😉 O książkach już słyszałam, ale jeszcze nigdy nie wpadły mi w ręce, z pewnością w niedalekiej przyszłości będę musiała to zmienić, skoro Ty aż zakończyłaś przygodę z poszukiwaniem 😉

    • eM eR pisze:

      Przygoda na razie zakończona, ale aż się boję pomyśleć, co ze mną będzie, kiedy skończę tę serię. Zwłaszcza, że o dobrą fantastykę coraz trudniej.

  2. SABATOWKA pisze:

    poczytywałem Piekarę i Pilipiuka, Sapkowski tez nie jest mi jakoś strasznie obcy bo klasyka taka jak Tolkien czy nowości Mull i Rowling to Małzonkowe odskoki literacji które często podbieram – z nich wszystkich Wiedźmin i Mordimer to ulubieńcy. masz dobrego bloga. będę tutaj wracał.

    • eM eR pisze:

      Bardzo dziękujemy za miłe słowa! Nie wiem, czy słyszałeś o nowym „Wiedźminie”? Bo ja już ostrzę sobie na niego pazurki – niestety obawiam się, że mój portfel nie jest zachwycony tą perspektywą 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: