Cień wiatru albo Cmentarz Zapomnianych Książek.

Kim byłabym bez tych wszystkich znajomych, którzy – czy tego sobie życzę, czy też nie – przychodzą do mnie z kolejną książką w rękach i oświadczają: „Musisz to przeczytać”. No i cóż ja robię? Odmawiam? Wykręcam się? Ależ nie. Biorę ten obiekt cudzej czci i odstawiam na półkę. On się kurzy, czasem wraz z innymi książkami zwali mi się na głowę, zmienia miejsce położenia, nawet jedzie ze mną w podróż, aż wreszcie… Oswaja mnie. Oboje stwierdzamy w końcu, że takie wzajemne unikanie się musi dobiec końca.

Ostrożnie kartkuję te strony, przezornie nie zerkam na tył okładki, żeby nie psuć sobie radości odkrywania treści albo żeby z obrzydzeniem nie odrzucić książki i wreszcie zaczynam czytać.

Tak było z Cieniem wiatru. Ale zanim do tego doszło, zabrałam tę książkę na wieś, licząc, że w spokoju będę mogła oddać się lekturze. Niestety, okazało się, że wieś ma do zaoferowania coś zupełnie innego, niż ciszę i spokój. Co, mianowicie? Wiejskiego głupka, elektryka i macho. Wszystkich mocno pijących i szukających żony (albo przynajmniej kochanki). Tak więc moje połączenie z Zafonem zostało zerwane przez stan bliski doprowadzeniu mojej wątroby do trzykrotnego powiększenia się.

Kiedy już obie z moją wątrobą wydobrzałyśmy i wróciłyśmy do Krakowa, zakochałam się. I zaczęłam pożerać strony Cienia wiatru, zdziwiona, jak mogłam zwlekać tak długo z lekturą.

Nie muszę chyba mówić, że większość miłośników książek, jeśli nie wszyscy, marzą o małej, ciepłej księgarni, która niekoniecznie będzie przynosiła wielkie zyski, ale która będzie szczerze cieszyła serce. Tak właśnie się czułam, kartkując strony tej powieści. I jeszcze Cmentarz Zapomnianych Książek – gdzie to książka wybiera człowieka, a nie odwrotnie.

Może nie jest to arcydzieło literatury, ale z pewnością książka kultowa, którą miłośnik czytelnictwa powinien przeczytać. I nawet jeśli książka sama w sobie nie spodoba się, obudzi w odbiorcy szacunek do lektury na nowo. Bo jeśli czytasz dużo, zapominasz, że powinno się szanować każde słowo, a nie tylko to, wpływające spod palców autorytetów.

PS Nie jest to raczej recenzja, a esej – gatunek nieco bardziej elastyczny. Stąd nowa kategoria.

Reklamy
Comments
2 komentarze to “Cień wiatru albo Cmentarz Zapomnianych Książek.”
  1. mało oryginalna pisze:

    Widzę, że nie tylko ja mam problemy z natłokiem książek na półce ;D
    Za Zafona zabieram się już od jakiegoś czasu, i może w końcu zabiorę się na poważnie, bo wszyscy w około go bardzo wychwalają. Ale tyle książek w kolejce…!

    • eM eR pisze:

      Mogę tylko powiedzieć, że jak już sięgniesz po którąś z książek Zafona, nie będziesz mieć oporów, żeby przeczytać następne. Chociaż szczerze „Cień wiatru” do tej pory podobał mi się najbardziej i nie wiem, czy którejś z jego książek uda się wzbudzić we mnie ponownie tak świetne uczucia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: