Kraina Chichów, czyli o odważnej dedykacji samego autora.

Przemierzając, znowu nie tak głębokie otchłanie mojej Listy Książek Przeczytanych i zastanawiając się, którą powieść zrecenzować tym razem, postanowiłam zająć się dość popularną Krainą Chichów Jonathana Carrolla. Zanim przejdę do zwyczajowych komentarzy, muszę przybliżyć historię, która w końcu skłoniła mnie do przeczytania tej książki.

Moja ukochana, która darzy dużym szacunkiem pana Carrolla, udała się niedawno (jakiś rok temu, ale wiadomo – takie określenie jest BARDZO względne) na spotkanie autorskie z nim. Jako, że  ani ten pisarz, ani jego książki nie były mi wówczas znane, zajęłam się swoimi sprawami. Kiedy narzeczona wróciła ze spotkania, z niejaką dumą pokazała mi dedykację „Dla pięknej Małgorzaty”, nakreśloną ręką autora , na jednej z początkowych stron Krainy Chichów. Jako zdiagnozowana zazdrośnica, nie byłam zbyt zachwycona taką poufałością , co więcej, odmówiłam przeczytania jakiejkolwiek jego książki i uparcie się tego trzymałam. Przez kilka miesięcy.

W końcu moja ciekawość zwyciężyła. Zaczęłam czytać Krainę Chichów na zajęciach, trzymając pod ławką telefon, zawierający fatalnie złożonego ebooka. Zazwyczaj takie detale mi przeszkadzają, ale w tym wypadku treść książki okazała się ważniejsza od jej pokracznej formy. Przeczytałam książkę w kilka dni, co w moim przypadku oznacza, że była naprawdę dobra. Zazwyczaj dłużej medytuję nad jedną lekturą, na przemian czytając kilka innych.

W domu posiadam tzw. namacalną wersję książki i kiedy zajrzałam na tył strony okładkowej, roześmiałam się w głos. Wypowiedź Stephena Kinga – według mnie autora może nie przeciętnego, ale piszącego raczej książki, których treść ma prawo nie zachwycać – przyrównująca Krainę Chichów do Buszującego w zbożu zbiła mnie z tropu. Moja ukochana wyjęła mi wtedy lekturę z rąk i powiedziała:

– Gdybym najpierw zapoznała się z  tyłem okładki, w życiu nie zdecydowałabym się na przeczytanie Krainy (obie nie cierpimy tej książki i nie rozumiemy zachwytu nad nią). To taka przestroga dla wydawcy, żeby opierając się na tak zwanym autorytecie, zorientował się, czy jego wypowiedź jest w ogóle sensowna.

Nie zdradzę Wam wiele na temat treści samej książki, bo nie lubię psuć innym przyjemności. Powiem jedynie, że jest to opowieść o pisaniu i ciągle trudno mi stwierdzić, kto lepiej sobie radzi z taką tematyką – Carroll czy Zafon? A może pisarz, który jeszcze nie jest mi znany?

Następnym razem zajmę się Zafonem, ponieważ z jego książką też wiąże się pewna historia. Ostro zakrapiana alkoholem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: